9. >> piątek, 29 sierpnia 2008 22:50:01
Mylog ma dzień dobroci dla nas. <3
Witam po przerwie. Wciąż nie wkręciłam się w świat Desire,
a odcinek jest nie skorygowany, nie mam ochoty i w głębokim poważaniu mam jego jakość. Nie wyszedł. :) Teraz, notki z dużymi odstępami,
szkoła, zajęcia...
źle wszystko rozegrałam.
9 część.
________________________________________________
Dochodziła już pora śniadania, a oni wciąż siedzieli w mrocznym pokoju. Od dłuższego czasu, trwała między nimi cisza. On myślał o tym co mu powiedziała, ona o tym samym. Całą noc poświęciła dla niego, zwierzyła mu się, otworzyła i opowiedziała całą swoją historię życia, każdy szczególik i wydarzenie z dzieciństwa. W ciągu tej, jednej nocy dowiedział się już o niej wszystko...
Wstał i podszedł do okien. Bez wahania rozsunął ciemne zasłony, wpuszczając stęsknione światło do pokoju, które od początku jej przyjazdu, ani razu nie zawitało. Odwrócił się i chwycił ją za rękę.
- Chodź... czas na śniadanie.
Zeszli na dół, wciąż trzymając się za ręce. Zaprowadził otępiała blondynkę do stolika, stolika przy którym siedział cały jego zespół. Popatrzyli na ich złączone dłonie jak i po sobie pytająco, z nie do wierzeniem. Myśleli że może im się to przewidziało, jednak oni wciąż trwali w uścisku.
- No to czas zawiesić broń... Linke jestem – powiedział Christian Linke podając jej rękę. Wszyscy odebrali to jako znak, że wszystko zaczyna się od początku, przymykając oko na przeszłość. Raper patrzył na każdego w ostrzegawczy sposób, aby zrozumieli. Jak przyjaciel, przyjaciela, to co jego jest święte. Ach... Gdyby wcześniej wiedział o niej tak dużo jak teraz, te wszystkie kłótnie, rywalizacje i docinki, wydały mu się bezsensowne i niedojrzałe. A czy ona tak o tym myślała ? Nie... ona była tak 'zaprogramowana' na taki tok zawierania znajomości, na taki sposób traktowania ludzi. To był jej sposób bycia, trwania i goszczenia się w tym prze trutym od dzieciństwa życiu.
Otrząsnęła się już ze swoich myśli i zasiadła na wolne miejsce, obok swojego...kolegi ? Przyjaciela ? Chłopaka...?
*
Stolik pustoszał coraz bardziej, po zjedzonym śniadaniu i porannej rozmowie, która wydała jej się całkiem przyjemna. Każdy poszedł przygotować się do pracy, zostali tylko oni.
- Muszę zaraz iść... - powiedziała cichutko, mieszając w chłodnej herbacie.
- Będę czekał.
Podniosła wzrok i po raz pierwszy od wielu dni jej kąciki ust wydęły się w delikatny łuk. Uśmiechnęła się. Chyba nigdy tego nie robiła, bo był to uśmiech przyjazny, nic go nie blokowało. Tak jakby tej nocy zrzuciła niewidzialny ciężar, który ciążył w jej wnętrznie. I to dzięki niemu...
On także to dostrzegł. Jeszcze nie dawno byli dla siebie wrogami... Tylko że on, nigdy nie brał pod uwagę nienawiści. Siedziało w niej coś takiego, pomimo braku wyglądu opalonej azjatki czy marketingowej gwiazdy, że czuł przy niej, jak szarpie się coś w środku i wyzwala dreszczyk gorąca, kiedy pyskowała, kiedy się odgryzała i kiedy była bezlitosna. Długo zastanawiał się nad tym, czy uczynić to co zamierzał. Jednak ten uśmiech sprawił że nie mógł przepuścić takiej okazji. Delikatnie musnął jej usta, przy czym zaciągnęła się wonią, jego zapachu, odświeżając sobie umysł.
Dzisiaj Desire, bez obaw weszła do rozświetlonego pokoju. Sama dziwiła się co się z nią stało, bo nawet z odrodzoną chęcią przygotowała się na sesję zdjęciową i kolejny koncert. Wiedziała że to przez niego, postanawia zacząć nowy, lepszy etap w tym życiu. Założyła tradycyjnie obszerne spodnie z jasnego jeansu i wygrzebała komponację bluzek. Kiedy umyła włosy i jak zawsze lekko je wyprostowała, i tylko to odznaczało się jeszcze tym że ma jeszcze jakieś dziewczyńskie nawyki.
- Cześć Chris – przywitała się z managerem kiedy już pojechali na sesję.
Ucieszył się że jego mała Desire, zaczęła się uśmiechać. Nie zdradził jednak po sobie tego że domyślał się dlaczego. Widział ją i Tima przy śniadaniu.
To miała być sesja do jakiejś gazety, kolejnego wywiadu. Wcale nie zniechęciła się, pomimo że nie lubiała być modelką, do pozowania. Nie myślała o tym, lecz o tym, że znowu jest w trasie, uciekła od rodziny i czuje się oswobodzona.
- Stań tam i złap daszek czapki – rozkazał fotograf ustawiając raperkę w inne miejsce.
*
Koncert. Czas na koncert. Właśnie poprawiali jej podkład, czego nie lubiła, odganiając ich od siebie. Następny facet podszedł i pokazał jej białe buty z różową nike, które opętały cały świat.
- O nie, nigdy, nie włożę tych cud butków. - wyszarpnęła je z rąk stylisty i rzuciła w kąt – daj mi te czarne z czerwonym haczykiem.
*
- I dwa i trzy... i jedziesz ! - krzyknął jeden facet zza kulis i wypuścił ją na scenę.
- Elo, elo młodzi – przystopowała aby ogarnąć niezliczoną publiczność.
Bit, który porwał ją w ten rytm... Dalej był już tylko rap. Rap, wypełniający całą duszę, uliczne teksty sprzedawane prosto z serca. Koncerty, to było to. Uwielbiała rapować do publiczności, uwielbiała kiedy scena była jej, przez 5 minut.
*
- Uf... - sapnęła kiedy wieczorem wracała do hotelu. Była zmęczona i na chwilę samotna. Wcześniej jej to tak nie przeszkadzało... a teraz ? Chciała kogoś przy sobie. To zupełnie do niej nie podobne. Ale w większości tylko dlatego że minął zaledwie jeden dzień kiedy poczuła, że na nowo oddycha. To było wręcz za mało, psychika jej była jeszcze zbyt słaba, potrzebowała wsparcia...
Wysiadła z vanu i razem z Chrisem weszła do hotelu. Od razu pobiegła do pokoju, odpocząć.
*
Zostawiła drzwi otwarte, więc wszedł. Kiedy ujrzał śpiąca blondynkę uśmiechnął się do siebie. Może kto inny nie miał serca by jej budzić, obawiałby się jej chamstwa jednak on nie nazywał by się Timo Sonennschein, gdyby tak postąpił. Gdzieś w środku czuł małą satysfakcję że okiełznał ją, Desire Neumann. Nie był to wcale zamiar wykorzystania jej, ani żaden popis, bo chęci pozostały dobre.
- Siemasz młoda – ściągnął hotelowy koc z jej ciała, budząc Des, spodziewając się zatem co oznacza obudzenie Desire.
- Osz mada faka, ucisz twarz i wyjazd bo-ooo... – ziewnęła przeciągle nie patrząc kto ją budzi. Przeciągnęła się i ujrzała przed sobą sylwetkę szatyna o iskrzących się piwnych oczach. - Oddaj mi ten kurewski kocyk, albo... co ?
- Postanawiam cię gdzieś porwać – patrzyła na niego pytająco. Złapał ją za rękę i wyciągnął z pokoju.
- Ocipiałeś do reszty, że śmiesz mnie budzić i targać za fraki po korytarzu w środku nocy żeby... ała ! - klnęła dziewczyna potykając się o bagg jeansy, zmuszona biec, w jego uścisku. Zdziwiła się kiedy porwał ją do windy. Jechali i jechali wciąż się nie zatrzymując i w końcu zaczynała się domyślać dlaczego tak wysoko. Chłodny powiew uderzył w jej twarz a ostre powietrze zakuło w płucach. Wyszła pod rozgwieżdżone, czarne sklepienie i przeszła wzdłuż dachu. Kochała gwiazdy a najbardziej księżyc, tą bladą kulę pełną dziur, i zawsze chciała być bliżej nich, wyciągnąć rękę i przebierać wśród gazowych kul...
- Co zamierzasz tu robić o... pół do pierwszej ? - oderwała wzrok od nieba i odwróciła się do chłopaka, który za nią stanął.
- Spędzić tutaj noc...
Odszedł na chwilę, po czym wrócił z dwiema puszkami piwa, jedno wręczając blondynce. Nie miała nic przeciwko takiej nocy, nawet jej się spodobało patrzeć całą noc na księżyc w towarzystwie chłopaka, który potrafił ulżyć jej w szponach umysłowego kalectwa.
Nie było wcale żadnych materacy, koców czy czegoś innego do spania. Była tylko stara, czerwona kanapa, na której rozsiadł się raper. Dosiadła się koło niego upijając łyk piwa. Zamyśliła się nad tym co teraz będzie, jej trasa za niedługo się skończy i będzie musiała pożegnać się Timem. Gdzie się podzieje ? Przecież nie wróci do domu, nigdy... A co stanie się z nią ? Przypomniał jej się ojciec, kiedy sprzedał jej cierpienie, naraz czując bolesne ukłucie w środku. Nie popłakała się, czuła już wyczerpany zapas łez, ale gula, która zatrzymała się w gardle, ściskała przełyk nie pozwalając nic powiedzieć. Mimo to zacisnęła zęby i wciąż patrząc na księżyc, zmusiła się do upicia jeszcze jednego łyku alkoholu.
Nie okłamujmy się. Desire zdała sobie sprawę, jak bardzo Sonennschein jest jej potrzebny, jak jest od niego uzależniona, tak naprawdę to mocniej stąpała po ziemi tylko wtedy, gdy on był koło niej... Zbliżali się do siebie...
Kolejna myśl zaprzątnęła jej głowę. Bo tak naprawdę zbliżyli się do siebie dzięki temu gwałtu. Dzięki temu gwałtu ona zaczęła się zmieniać, uwalniając swoją inną stronę, która przez ponad 18 nie dawała znaku o swoim istnieniu. Czyżby były tego dobre strony ? Czy dzięki temu poznała swojego chłopaka ? Czy naprawdę musiało się to tak potoczyć ?! Uspokój się, powtarzała sobie.
- Co się teraz stanie ? - spytała chłopaka odganiając się od siebie myśli – ja za nie długo skończę trasę, rozstaniemy się...
Zastanowił się nad tymi słowami.
- Nie wiem... - westchnął. Rzeczywiście co się stanie ? Miałaby jeździć z nimi w trasę ?
- Jesteś mi potrzebny – z jej ust nie spodziewał się tego, z jej niebezpiecznych ust. Czuł podobnie. Czuł jak wzmacnia swoje zakochanie do tej raperki. Nie chciał się z nią rozstawać... Delikatnie przybliżył się do niej i począł muskać jej szyję, zaciągać się jej zapachem ciała i włosów. Było jej przyjemnie, wiał ten chłodny wiaterek i pieszczoty na szyi od niego. Pozostała jednak wciąż nie wzruszona i ciągle wbijała wzrok w blady księżyc.
- Zaciągnąłeś mnie tu, to teraz dawaj swoją bluzę, bo mi zimno – powróciła do swojej osobowości i tonu. Nie poczuł się wcale urażony, spodziewał się tego, więc posłusznie oddał jej swoją dużą bluzę. Nie potrzebował niczego do przykrycia, wystarczyło że miał koło siebie tą wredną istotę, a już było mu gorąco. Pomimo że ona sama nosiła obszerne ubrania w tej bluzie tonęła jeszcze bardziej, zatapiając się w niej i w jego zapachu...
Dopiła ostatni łyk piwa i wyrzuciła puszkę za siebie.
des.
komentarze [7]krótka przerwa. >> czwartek, 21 sierpnia 2008 19:32:17
Wróciłam ! ;*
Jednakże już parę dni temu. :) Muszę się przyznać, że opłacało się, było wręcz bosko. Ja, przyszła mistrzyni hh. XD
Świetnie się bawiłam i jak zawsze, tęsknię za ludźmi, których poznałam, za treningami, stołówką i śmierdzącymi domkami. :) No ale cóż...
Lecz piszę w innej sprawie. Pochwalę się jeszcze, że mam lenia i remont przy którym internet czasem robi mi kawał i odpierdziela. Zważywszy na kolejny powód, iż miałam za duże tempo z dodawanymi notkami i i tak cel poszedł na marne muszę troszkę przystopować. Muszę sobie na spokojnie usiąść, wkręcić się w świat Desire, by pisać dalej. Tak więc następną notkę dodam i tak już za niedługo.
Miłych resztek wakacji :*.
desire.
komentarze [0]8. Pocałował ją. >> niedziela, 3 sierpnia 2008 21:33:24
Ni z gruchy, ni z pietruchy, wyjeżdżam ! Tej nocy, pobudka 4.00 nad ranem o,O zostaję wywożona do Poznania, potem do Ustki.
Sama... -,- zaczynam się bać.
dlatego dodaję odcinek. Wracam za dwa tygodnie, a może i za miesiąc. Bo ? Cholerny remont, brak mieszkania, łóżka i internetu. Następne dwa tyg zamieszkam u dziadka z bratem w jednym pokoju.
Nie wiem jak ja to zrobię, jednak notki będą co tydzień.
Siostra doda za tydzień <3
Życzcie mi udanego wyjazdu z tańcem hh. *;
______________________________________________________
Przeszła przez mroczny pokój i zabrała po drodze bluzkę z nadrukiem Marylin Monroe. Od czasu przyjazdu ani razu ich nie odsłoniła. Każdy dzień był taki sam, szary, trudny i męczący. Straciła rachubę czy jest to wtorek, czy środa, która jest godzina, nie obchodziło ją to. W zasadzie wykonywała już tylko należące do niej obowiązki, gdyż z nie chęcią otwierała rano oczy, z tą świadomością że za chwilę przyciśnie ją do ściany rzeczywistość. Chciałaby najchętniej spać, spać i się nie budzić, ale umierać tym bardziej. O samobójstwie jeszcze nie pomyślała.
Ubrała się i z wielkim niesmakiem wdarła do swojego życia kolejny beznadziejny dzień, by za niedługo iść i oddać koncert.
*
- Spieprzaj dziadu – zaśmiał się chłopak uciekając i zamykając się w swoim pokoju przed goniącym go Davidem, który zacięcie prał go bokserkami. Słysząc oddalającego się kolegę, który teraz uwziął się na Jana, poszedł odpocząć na łóżku. Trafił jednak na coś twardego. Kiedy sięgnął po ową rzecz, zorientował się że trzyma w ręce zeszyt z zapisaną i wyskrobaną okładką. Zamyślił się chwilę. Przewracając go w rękach, stwierdził że należałoby go oddać, bo inaczej zostanie posądzony o kradzież. W tej chwili drzwi się otworzyły a przez nie wpadł Jan zatrzaskując się przed Davidem i śmiejąc w niebo głosy. Chaotycznie próbował ukryć zeszyt, jednak tamten to zauważył.
- Co tam kryjesz ? - podszedł i zabrał go z jego rąk.
Pomimo sprzeciwów i zakazów chłopaka, Jan był nieugięty.
Dee Jay jednak szybko go przekartkował. Niekiedy zatrzymał się i z zaciętością czytał ukrytą treść.
- Nie zwierzyłeś mi się z tego że piszesz pamiętnik, chłopie ! Jak to nagramy to odwalimy kawał dobrej roboty. - stwierdził.
- To nie jest moje – warknął brązowooki wyrywając z powrotem notes.
- Jak to... więc czyje ?
- Tej Desire...
- Ukradłeś jej pamiętnik ? - przerwał mu zaciekawiony Jan.
- Nie... Zostawiła go wczoraj wieczorem... na dole. - usprawiedliwił się Timo.
- Wiesz... jeśli chodzi o te teksty, które wypisała lepiej jej to oddaj – tak jakby nie wiedział że ma to zrobić.
- To takie trochę... dziwne.
- To ona zrobiła się dziwna.
Schował zeszyt w pościel i postanowił że jej to odda. Jednak dopiero wtedy kiedy wrócą z koncertu.
*
Wskoczyła do czarnego vanu, uciekając przed natrętnymi fanami a w szczególności jedną fanką, która niesamowicie odzwierciedlała jej wygląd, ten sam ubiór, i tak samo ścięte włosy w jej blond kolorze. Była strasznie zmęczona tym minionym sprzed chwili koncertem. Najchętniej położyłaby się teraz do łóżka i spała przez kilka tygodni. Wszystko ją już dobijało. Jedna sytuacja sprowadziła niechęć do wszystkiego. Męczyły ja koncerty, sława, a kiedyś tak bardzo to kochała.
Podniosła się z fotelu i poczęła szukać czegoś, do czego nie miała okazji jeszcze dzisiaj zajrzeć.
- Gdzie jest mój notes ? - zapytała Chrisa, kiedy nie mogła go znaleźć.
- Nie wiem, może zostawiłaś w hotelu.
Ze zrezygnowaniem opadła na fotel koło managera z myślą że jak tylko wrócą do hotelu natychmiast porwie się do szukania.
- Dzwonił twój brat – odezwał się po chwili i widząc jej brak reakcji kontynuował dalej – pewnie dziwiłaś się co się działo z twoją matką w... kilka dni temu. Próbowała to ukryć ale, ona ma zaburzenia psychiczne.
- Mam to w dupie. Dla mnie i tak jest histeryczną psychopatką – odgryzła, dopiero po chwili. Nie przeszkadzało jej to, że tak mówi o swojej matce, ona ją nie obchodziła. To że ma jakieś zaburzenia nie zwalnia ją z tego jaka dla niej była przez te wszystkie lata! - Nie chcę o niej słyszeć.
*
Dochodził już wieczór, a ona po raz kolejny próbowała znaleźć rzecz, do której była strasznie przywiązana. Rozkopała już łóżko, zdążyła wyrzucić ciuchy z szafy, powywalać rzeczy z szafek i nabałaganić w łazience. Ze złością i potężną siła kopnęła w łóżko, bo nie mogła znaleźć tego cholernego notesu. Z obawą myślała o swoich wypisanych tekstach. Nie mogły się dostać w niczyje ręce... Ktoś zapukał do drzwi.
Leniwie wstała i podeszła do nich. Kiedy je otwierała poczuła rażące, jasne światło z korytarzu, które wypełniło jej mroczny pokój. Pośród oślepiającej poświaty dostrzegła sylwetkę chłopaka w obszernych spodniach i znanych, brązowych oczach.
- Cześć. - powitał raperkę.
- Cześć ? Czegoś chcesz ?
- Przyszedłem oddać ci coś twojego – zignorował jej nie ciepłe powitanie i pokazał co trzyma w ręce.
- Notes ?! - wyrwała go natychmiast – skąd ty go masz do jasnej cholery? - trzepnęła go owym notesem w ramię i szybko przyciągnęła rzecz do siebie.
- Nie – złapał się za rękę – wczoraj wieczorem zostawiłaś go na dole.
Przypomniała sobie ich poprzednią rozmowę. Nawet nie chciała myśleć, że mógł to wszystko przeczytać.
- Czytałem to. Nawet z tego zeszytu można się dowiedzieć że coś się stało. Tylko co... ?
Zamknęła oczy. Nie chciała mówić ani płakać. Coraz mocniej je zaciskała połykając łzy, byle tylko nie widział jej płaczu.
Powtórnie zadał pytanie. Dla niej było dziwne to, że nie wyczuwała w tym chłopaku już żadnej kpiny i chamstwa. Przeciwnie. To było coś... ciepłego ? Coś co mogło pomóc, rozkruszyć ten zastygły wulkan w niej w środku. Odwróciła się, zatapiając w ciemnościach i padła na łóżko tyłem do chłopaka. On jednak, wszedł do ciemni rozglądając się po zabałaganionym pokoju i usiadł koło niej.
- Desire...
- Nie potrzebuję twoich starań i pocieszeń, nigdy tego nie potrzebowałam jak i nie dostałam. Ty mi nie dasz rady...
Namiętnie wycierała płynące krople po jej twarzy i zaciskała zęby. On jednak dostrzegł to cierpienie, z którym się kryła. Poczuł coś dziwnego względem siebie do tej blondynki, do tej nie okiełznanej Desire. Chwilę później to 'coś' przerodziło się w rzecz tak nie kontrolowaną i banalną, aczkolwiek skuteczną. Niedbale odgarnął spadający kosmyk włosów za ucho i chwycił ją za podbrudek. Otwarte drzwi wpuszczały do mroczni stęsknione snopy światła, ludzie przechodzili korytarzem widząc cały bałagan, on natomiast zatapiał swoje usta w jej zimnych i suchych wargach. Dlaczego się przełamała ? Dlaczego zaczynała odwzajemniać pocałunek ? Bo coś w środku rwało się na uczucie tej drobinki ciepła, którą jej sprzedawał. Bo odnalazła pewne zaufanie w tych gorących ustach, łączących ich w szaleńczy pocałunek.
Pocałowałeś ją, pocałowałeś, pocałowałeś ! Pocałowałeś tą wredną istotę Desire, chcąc ulżyć jej cierpieniom. Poczułeś te przyjemne wibrację... ?
- Desire, pozwól sobie pomóc – wyszeptał kiedy oderwali się od siebie.
*
Długo siedzieli w ciszy czekając na jej zwierzenie. Ona kalkulowała cały namnożony się mętlik w jej głowie. W tej chwili potrzebowała tego ciepłego ramienia dwa razy bardziej niż zwykle, a może i jeszcze bardziej. Za te całe 18 lat. To było jednak silniejsze od niej, chciała tego, wszystko wylewało się z nadmiaru. Powiedzieć czy nie powiedzieć ? Jednak...
jednym pocałunkiem przekonałeś mnie.
- To było nie dawno, kiedy...on mnie zgwałcił – urwała na chwilę – czyli ojciec - Przestała płakać, tak jakby wyczerpała zapas łez. Wbiła się w jego brązowe oczy i kontynuowała – nigdy nie czułam że mam rodzinę, wsparcie czy ciepło. Miałam tylko brata.
Des.
komentarze [2]7. Umysłowe kalectwo. >> poniedziałek, 28 lipica 2008 14:09:12
Pędzę z tymi notkami, spieszy mi się.
Trudne czasy nastały, tak jak startowałam w maju z mym opowiadaniem z pełnym wsparciem,
tak teraz czytelnicy wymierają w zaskakującym tempie.
I mam gdzieś tych co na początku chwalili i w końcu sobie poszli, akysz ! Prawdę mówiąc zostały mi 4 czytelniczki.
Notka dla Was, bo jeszcze nie wyginęłyście <3
***
Całą noc przesiedziała oparta o łóżko. Nie wiedziała która była rano, ponieważ w pokoju nadal panował mrok. Przeniosła wzrok na swój notes, w którym było mnóstwo zapisanych kartek, skreślonych zdań niekiedy do tego stopnia że robiła się dziura w kartce. Potok słów i wyrażeń. Wszystko było nie poskładane w całość, bałagan wywołany najróżniejszymi emocjami i myślami a było ich taki wiele i co chwila się zmieniały że raperka, nawet nie miała czasu dokończyć parę zdań w piosence. Teraz, siedziała z długopisem w lewej dłoni, iż była leworęczna, i już z trochę większym spokojem dokańczała niektóre zdania. Potem patrzyła na urywki hip hopowych pieśni, przesiąkniętych tymi uczuciami że na samą myśl chciało jej się uronić łzę.
Pomimo że zażyła miękki narkotyk, to była burzliwa noc, z setkami wylanych słonych kropli.
Sama się sobie dziwiła, czy przechodzi jakąś transformację czy zaczęła świrować czy też może to przez valium. Bo jednak nigdy wcześniej nie zdarzyło się jej jeszcze tyle wypłakać, ona nie lubiła się rozczulać, była twarda.
Wstała. W końcu wstała, z wielkim oporem i przeszła do łazienki. Zrzuciła ręcznik, w którym spędziła całą noc i podeszła do lustra. Patrzyła z tamtąd dziewczyna o niesfornie poskręcanych włosach, które opadały na jej wypompowaną twarz, bez wyrazu, bladą. Dotąd łobuzerskie szaroniebieskie oczy były podpuchnięte ze znaczącymi się kręgami. Chwyciła szczotkę i poczęła rozczesywać kołtuny, jednak kiedy nie mogła rozczesać zawijasów rzuciła szczotką o lustro i zawiązała niedbały kucyk. W pokoju wyjęła pierwsze lepsze bagg jeansy i koszulkę na ramiączkach.
Nie mogła. Nie potrafiła zejść normalnie na dół i zjeść śniadanie. Na nic nie miała ochoty. Była w stanie tylko siedzieć w pokoju i wypłakiwać wspomnienia.
Puk puk. Nawet nie odpowiedziała. Chris sam otworzył sobie drzwi i oparł się o framugę drzwi.
- Des... nie możesz spędzić tu całego dnia. Zejdź na śniadanie – powiedział cicho.
Cisza. Rozejrzał się po ciemnym pokoju i porozrzucanych rzeczach. To on je wczoraj wypakował. Chciał przejść przez pokój i odsłonić długie, ciemne zasłony.
- Zostaw – przemówiła cicho ale ostro.
- Więc chodź, zjedz coś.
- Mhm... nie chce mi się – mówiła z wzrokiem wbitym w ziemię.
- Musisz. Jest już późna pora, za niedługo będzie obiad. Idziemy – pociągnął ją rękę.
- Puść, nie chcę ! - wydobyła z otchłani strun ochrypły głos jak gdyby przez bardzo długi czas go nie używała.
- Ale pójdziesz.
Nie wiedział jak jej pomóc, przytulanie, pocieszanie nic by nie dało. Obawiał się potwornie tej trasy koncertowej. Teoretycznie rozpoczynała się już za niecałe 2 dni a ona była w beznadziejnym stanie.
*
Zmuszona przez managera znalazła się w jadalni. Nie rozglądając się na nic, przeszła przez stoliki by wziąć sobie jedzenie. Praktycznie nie wzięła nic poza ciepłą herbatą. Niechętnie usiadła za nie dużym stolikiem i podparła głowę na rękach czując jak gorąca para omiata jej twarz. Usłyszała śmiechy. Gdyby nie to że wydały jej się bardzo znajome nie podniosła by głowy. Poczuła jak coś w środku spada do żołądka i kogo ujrzała ? Nowo przy byty zespół nu metalowy, zajmujący pobliski stolik. Tutaj, teraz ? Cholerne zbiegi okoliczności. Przyjrzała się przeciągle zespołowi i napotkała spojrzenie Dee Jay'a, który chwilę później lekko szturchnął rapera. Mierzyli się teraz spojrzeniami, lecz zupełnie innymi niż zazwyczaj. Desire nie patrzyła teraz z pogardą i wyższością, to był wzrok pełen obojętności i smutku w jej mokrych oczach, co on chyba dostrzegł ponieważ patrzył wielkim znakiem zapytania. Raperka spuściła głowę i ukryła twarz w spadających kosmykach i nosie w herbacie. Postanowiła ich zignorować.
- Masz – do stoliku dosiadł się Chris rzucając jej 3bita.
Nie miała ochoty jeść jednak zabrała. Mężczyzna przemówił ponownie.
- Co z trasą ? Jeżeli odwołamy stracimy bardzo wiele.
- Poradzę sobie – wcale tak nie myślała. Przeciwnie, wątpiła w to wszystko, ale zaraz potem pomyślała o valium.
Z pobliskiego stolika przy którym siedziała 6-stka chłopaków zaśmiali się głośno w jej stronę. Nie wszyscy. Ale najwyraźniej wyglądało to tak, jakby któryś z nich opowiedział o niej jakiś złośliwy żart. Zabolało ją to, bardzo. Znów poczuła okropny ból w środku i buchający wulkan nastrojów. Przecież są starsi a zachowują się jak paczka gówniarzów – myślała. Jednak nie pomyślała o tym że zachowywała się tak samo. Nie mogła znieść myśli że oni, ludzie wokół potrafią normalnie się śmiać a ona musi znosić wewnętrzne piekło. Krystaliczne krople ciekły jej po twarzy a chwilę potem, przewracając krzesło, biegła w stronę schodów z majtającym się krokiem w kolanach.
Czy oni nie wiedzą co ona przeżywa ?! Nie wiedzą.
*
Każdy z nich popatrzył po sobie a następnie na Chrisa, który teraz z bezsilnością łapał się za głowę. David patrzył podejrzliwie na rapera.
'Co się z nią stało ?' - myślał. Już na początku nie dostrzegłeś w niej nienawiści. Wolałeś patrzeć na dziewczynę pełną chamstwa i wyższości. A teraz ? Po raz pierwszy widziałeś płaczącą Desire Neumann, nie okiełznaną, wredną raperkę. To do niej nie podobne aby popłakała się przez złośliwy żart, prędzej by podeszła i strzeliła ci w twarz tak jak kiedyś, prawda Sonennschein ?
*
Wbiegła na swoje piętro tak szybko na ile pozwalały je siły i otworzyła drzwi pokoju, jednak nie swojego. Znalazła się w pokoju Chrisa i natychmiast przeszukała jego kurtkę. Od razu znalazła. Była tam mała przezroczysta torebeczka z tabletkami.
Połknęła valium.
Po co to zrobiłaś ?!
Bo nie mogła znieść mnożących się serii wylewających przebłysków z poprzedniego ranka. Kolejny wulkan wybuchał w niej środku, zalewając ją potokiem szarpiących ją emocji.
Jesteś słaba. Zagłuszyła jednak sumienie tabletką valiumu.
* tydzień później*
Zaczęła się praca. Wywiady, koncerty wszystko stało się jeszcze bardziej męczące niż zwykle, za to powstawało coraz więcej piosenek a kartek coraz mniej. Jak wyglądało jej teraźniejsze życie ? Kradła Chrisowi tabletkę valiumu i jechała pracować nad swoją karierą. Czuła się jak rozszczepiona na dwie osoby. Kiedy zażywała narkotyk to było jej ucieczką od rzeczywistości, a im częściej to robiła tym bardziej nie radziła sobie z problemami. Teraz, była właśnie na jednym z wywiadów.
*
- Dzięki za wywiad – powiedział reporter uważnie mi się przyglądając, po zakończeniu wywiadu do jakiejś gazety.
- Nie ma sprawy – podniosłam się z siedzenia i wyszłam z budynku a manageer za mną. Nie było mi jednak dane wyjść z niego bo na jednym z korytarzy Chris przycisnął mnie do ściany. Wyczułam jego zdenerwowanie.
- Znowu zażyłaś valium – wysyczał do mojego ucha, wciąż mnie przygniatając.
- I co z tego ?
- To że za nie długo rozpiszą się o Tobie jak o narkomance, poza tym sama doprowadzisz się do parszywego stanu – widziałam w jego oczach złość.
- To już moja sprawa. Ty na moim miejscu naćpałbyś się już tych piguł do utraty przytomności – z potężną siłą odepchnęłam go i skierowałam się do wyjścia. Już w drzwiach widziałam całą rzeszę fanów ze zdjęciami do podpisu. Postanowiłam jednak posłuchać Chrisa, naciągnęłam na głowę kaptur a na nos włożyłam ogromne, ciemne okulary. Ruszyłam do boju, zapisując się na śmierć własnym podpisem i tępo uśmiechając się do zdjęć.
Wracaliśmy właśnie do domu. Chris ostrzegł mnie że już nigdy więcej nie będę miała dostępu do jego tabletek. Obiecałam że nie będą mi potrzebne, tylko dlatego że ukradkiem przemyciłam wystarczającą ilość.
*
Des nie jadła kolacji. Od czasu swego koszmaru, jadła bardzo niewiele właściwie tylko pod przymusem Chrisa. Teraz przechadzała się po hotelu ze swoim notesem w ręce. Znowu napotkała chłopaków ze sławnego zespołu. Tak naprawdę to widywała ich codziennie, ale stali się dla niej takim brudem za paznokciem gdzieś w tle. Nie reagowała już na ich zaczepki, miała to głęboko gdzieś. I tym razem nie obyło się bez jakiś tekstów. Linke teatralnie zagwizdał, ale ją wcale to nie ruszyło.
- Nie wysilaj się zakamuflowana małpo – wyrzuciła z chłodem i przepchnęła się przez drzwi.
Opadła na skórzaną sofę i powróciła do swoich myśli, zapatrzona w okno. Przez tydzień zdołała trochę ochłonąć, lecz bardziej zamknęła się w sobie. Przestała być taka rozrywkowa i zaczepna.
Nawet nie usłyszała że ktoś koło niej siada.
- Co się z tobą stało ?
- Co ? - odwróciła się. Koło niej siedział Timo. - Nic...
- Byłaś inna... Pamiętasz te imprezy ?- zrobił przerwę na przeciągłe spojrzenie po czym kontynuował - Ty wręcz szukałaś powodów aby się pokłócić. Jesteś znana już od czasów szkolnych, ze swojego chamstwa i zaczepek – uśmiechnął się pod nosem na myśl o dawnej sytuacji szkolnej. Dziwne, w tym uśmiechu nie dostrzegła żadnej pogardy – nie masz ochoty uderzyć mnie w twarz ?
- Nie... A ty tak nagle spokorniałeś ? Gdzie twoi koledzy, co ? - z powrotem odwróciła się w stronę okna. On jednak, kontynuował dalej.
- To dziecinada te walki – czyżbyś Sonennchein zmądrzał ? - To nie możliwe żeby Desire Neumann przestała się gryźć. Żeby Desire płakała... - odwróciła się natychmiast. No tak, przecież widział że płakała.
- Coś się z tobą stało... tu musi być jakiś powód – niby niechcący musnął jej dłoni. Nie zwróciła na to uwagi, rozważała jego słowa. Wiedziała że nie powiedział nic złego a ją znów coś zabolało. Powód... musi być powód...
- I jest. - zdążył zobaczyć płynące łzy po jej policzkach i za nim zdołał coś powiedzieć ona wstała i pobiegła.
- Ej, Desire zostawiłaś... - pobiegła już do windy – notes...
Nie zrozumiał jej zachowania, wyczuł tylko że czegoś powinien jej współczuć. Spojrzał na zeszyt w twardej okładce, na którym widniało mnóstwo wyskrobanych napisów typu "Fuck the police". Wziął go do ręki i parę razy przejechał palcem po wyskrobanej okładce. Otworzył go. Widział mnóstwo niedbale zabazgranych słów i skreśleń. Przewracał kartki i dostrzegał nowe wersy piosenek.
Spokój bywa zbawienny, choć nie wiem jak ty mieszkasz
Z relacji wiem jak smakuje piekło, umysłowe kalectwo
Nie chcę się poddać tym konsekwencjom
Przewracał dalej zastanawiając się nad znaczeniem tych tekstów.
daj mi przeżyć, bo życie ma zbyt wysoką cenę
trochę więcej z życia, mam kurwa niewiele
mam jeden mikrofon, więc daj mi tu przeżyć, oprzytomniej, zobacz straty
ej, Skurwysyny nie starczy wam morfiny
Karma nie zna łaski jak i dopada tych mściwych
Wyli-wylicz zbrodnie, struna od fortepianu
Wiedział tylko że to nie błahostka. Nie wiedział czy jej pomóc, co się stało, ale z tych tekstów mógł się sporo domyślać. Zatrzasnął notes.
Desirekomentarze [3]6. Sadystyczny skurwiel. >> środa, 23 lipica 2008 22:05:27
Mówiłam, że dodam 6 odc. Jutro dodam 7 ^^ a w niedzielę 8...
Muszę jakoś nadrobić straty. Aha, i dziś powiem Wam co sądzę ! Myślę, że 6 odc mi się udał ! XD
Jest jednym z przełomowych. Później wywnioskujecie dlaczego. Oby wredna Desire, została w Waszej pamięci jak najdłużej.
Jam rozkazuje Wam koniecznie przeczytać rozdział z klimatem rapu Bushida !
A tak z innej beczki, to postanawiam sprawdzić się w ff HP ^^ xD <3.
Dobra, pogadałam sobie. Część 6 :
***
Znowu nie poszła do 'szkoły'. Obudziła się w fatalnym stanie, na dodatek nie chciało jej się
błąkać po ulicach Hamburga, jeździć po skate parkach, gdyż ostatnio stłukła cały łokieć a bolał za każdym ruchem. W studiu także nie miała ochoty marnować czasu i patrzeć na Chrisa, więc nie zważając na konsekwencje wyłączyła wulgarny dzwonek budzika i z powrotem straciła świadomość organizmu w puchowej poduszce.
*
Niestety, takich rodziców nie łatwo olać ani oszukać zawsze będą podejrzliwi i za wszelką cenę przyłapią na podstępku swoje dziecko. Tak samo ojciec owej dziewczyny patrzył w sufit, gdzie wyżej spała jego córka nie wychodząca się edukować. Był bystry i przebiegły, dobrze wiedział, że Desire ich oszukuje, bo coś było nie tak z jej pobytem w szkole. On to wiedział…
Popatrzył na swoją piękną żonę pogrążoną w lekkim śnie, której ręka spoczywała na jego klatce piersiowej. Zdjął ją z siebie. Tak, to, co do niej czuł można było nazwać miłością, jednak w tej miłości mieściło się coś co wbrew wszystkiemu, mogło zranić pewne dwie osoby…
*
Było po 12.00 z groszami rano, kiedy wstała. Zabrała tylko świeżą bieliznę z dużej torby wyjazdowej i szlafrok. Torby, które stały w jej pokoju czekały na wyjazd w trasę koncertową jak obiecał Chris. Kiedy się pakowała było jeszcze za wcześnie, ale ona z utęsknieniem wyczekiwała tego wyjazdu, ucieczki od domu, czekała na jakąkolwiek lepszą czynność życiową. A więc to sława stała się ‘tym’ lepszym życiem, w którym się kryła.
Schodziła na dół do salonu, zastanawiając się czy za chwilę nie odbędzie się jakaś kłótnia. Zastała tam dwoje rodziców – ojca siedzącego na kanapie oraz matkę sączącą kawę.
- Dlaczego nie jesteś w szkole? - zapytała rodzicielka, kierując swoje przenikliwe oczy na córkę w których lśnił ślad drwiny.
- Dzisiaj mam dzień wolny – unikała jej wzroku.
- Ostatnio też miałaś dzień wolny – przypomniała sobie kobieta, wstała i podeszła do córki – albo sobie zrobiłaś.
- Przestań się czepiać !
- Wobec tego dzwonię do dyrektora – przedstawiła ostry argument tym samym powodując że blondynka poczuła jak wielka gula wpada jej do żołądka. Nie, prędzej powie sama niż pozwoli na jeszcze gorsze tortury.
- Nie dzwoń, rzuciłam szkołę – zacisnęła powieki oczekując reakcji.
- Co?! - krzyknęła matka zbliżając się do niej – jak to rzuciłaś ?!
- Tak to. Koniec z edukacją, koniec ze szkołą, której nienawidzę!
- Nie! Zaczniesz chodzić do szkoły i skończysz ze sławą, ze wszystkim! - dlaczego się tak zdenerwowała ? To było trudno określić. Wpadła w totalną furię, wymachując rękami z zamkniętymi oczami, a to Desire było trudno opanować. Czasem myślała że jej matka ma coś nie tak z głową.
- Uspokój się! Wcale nie zakończę kariery, nigdy już tam nie wrócę. - próbowała odepchnąć matkę od siebie, która zachowywała się się jakby dostała szału. Po chwili wylądowała na kanapie i głośno zawyła.
- Z jaką ja histeryczką mieszkam – wyrzuciła raperka patrząc na mamę jak na śmiecia.
- Ćśś... już uspokój się... Desire wyjdź stąd! - mąż uspokajał żonę, posyłając córce dziwne spojrzenie, ale ona tylko cofnęła się o krok.
- Andreeeeew! Zrób coo-oś..- łkała kobieta – ustaw ją!
- Dobrze...ćśś... już, połóż się – szybko przykryła się kocem chowając głowę i kuląc się w kłębek. Ojciec dziewczyny natychmiast wypchnął ją z pokoju na co ona omal się nie przewróciła. To było dziwne. Desire pomyślała nawet, że może chcą ją porządnie sprać jak małe dziecko ale to było by już chorobliwe. Czuła mocny uścisk na obolałym łokciu i sycząc z bólu potykała się na schodach, po których ciągnął ją rodziciel. Została chamsko wepchnięta do swojego pokoju i natychmiast rozmasowała sobie rękę. Ojciec zatrzasnął drzwi i opierając się o nie spojrzał przeciągle na kucającą córkę.
Czyżby to była ta oczekiwana okazja Andrew?
Chcesz to zrobić ? Chcesz zrobić coś co kryłeś od paru lat ? Zamierzasz najnormalniej w świecie wykorzystać tą chwilę na swój podły zamiar!
- Chcesz mnie zbić ? - zadrwiła dziewczyna patrząc na ojca i jednocześnie czując strach. O co tutaj chodzi? Nie zważając na nic podszedł do niej i pociągnął ja za nadgarstki tym samym stawiając na nogi.
- Nie... - wyszeptał, a to spowodowało niemiłą serię dreszczy u Desire.
Rzucił ją na jej rozwalone łóżko, i usiadł na biodrach dziewczyny przytrzymując aby się nie wierciła.
Teraz, strach sparaliżował ją całą, i przywołał na myśl najgorszą obawę. Momentalnie rozdarł jej szlafrok pozostawiając ją w samej bieliźnie, a sam był tylko w spodniach, które po chwili zdejmował. Próbowała uciec spod jego objęć, uderzyć, ugryźć. Fakt, był silny ale ona, przecież potrafiła się bić! Potrafiłaby go zwalić, więc dlaczego nie mogła ? Nad jej wysiłkami zapanował przeogromny strach, ta blokada. Wtedy zrozumiała też, że już nawet nie zdoła krzyknąć, bo i tak by nikt nie przybiegł, nawet matka, która na dodatek w tej chwili nie zdołała już nic wypowiedzieć. To było najgorsze...
Rozerwał z niej dolną bieliznę i szybko wyjął prezerwatywę. Był przygotowany, przemyślał wszystko. Ciążąc wciąż na dziewczynie założył ją i po chwili zrobił coś najgorszego co można było zrobić własnej córce. Brutalnie w nią wszedł powodując serię niemiłosiernych bólów podbrzusza i powodując że po jej twarzy zaczęły płynąć krystaliczne krople.
Co z tego że drzwi były otwarte ?
Co z tego że z dołu można było słyszeć łkanie matki ?
Wchodził w nią kilkakrotnie, już nawet jej nie trzymając, górując i patrząc z szyderstwem w oczach jak zwija się z bólu.
Sadystyczny skurwiel.
Szybko, zwinnie i przyjemnie, o to ci chodziło, tak?
Koniec. Wszystko trwało może niecałe 4 minuty. Dla niego szybkie i przyjemne 4 minuty, dla niej 100 wiekowe męczarnie. Wyszedł z niej zrzucając ją z łóżka.
- Dlaczego... - wyszeptała boleśnie, patrząc poprzez łzy.
- Jesteś taka inna od matki... - mówiąc to musnął jej szyję i wyszedł. Wyszedł pozostawiając ją w cholernie beznadziejnym stanie, nie zważając na to co właśnie czuła i co jej uczynił.
A co czuła ?
*
Schowałam twarz w dłoniach i poczęłam kołysać się w przód i w tyłu.
Gwałt... tak to okropnie brzmi. Nigdy nie chciałam tego doświadczyć, a teraz ? Zostałam brutalnie zgwałcona przez mojego tatę... Własnego tatę...
Jak mógł to zrobić ? Jakim prawem posunął się tak daleko?
Bolało. Pomimo cholernego bólu fizycznego, bolało i pękało jeszcze coś w środku... Ale co ?Wszystko runęło jak grom z jasnego nieba, poczułam się jak nigdy, wszystkie uczucia były mi nieznane, głęboko stłumione, które właśnie wybuchły i okry lały coś w środku, podrażniając. Nie potrafiłam opanować emocji i uczuć, nie mogłam tego pomieścić w głowie, zaniosłam się tylko donośnym szlochem...
*
Drzwi uchyliły się ponownie a w nich ukazała się głowa jej brata. Natychmiast rzucił plecak i podbiegł do niej. Wystarczyło że na nią spojrzał i na ślady krwi a nie musiał pytać co tutaj zaszło.
- Des... Desire... powiedz mi tylko kto ci to zrobił – zapytał patrząc z obawą.
- Ojciec...
Chciał się rzucić, wybiec z pokoju i go zabić, ale powstrzymała go prosząc o pomoc w ubraniu się.
Nie chciała siedzieć w tym domu ani minuty dłużej. Wystarczyły te 4 minuty, a spowodowały, że to pomieszczenie wzbudzało niechęć do życia. Gdyby wiedziała... jeszcze kilkanaście minut temu była tą wredną, słynną Neumann...
- Dzwoń po Chrisa i karz mu tu natychmiast przyjeżdżać – pokazała na telefon na co chłopak wykonał jej polecenia. Poszkodowana, podczołgała się do torby podręcznej która również była już spakowana i dołożyła do niej tylko słuchawki z mp4. Postanowiła, że natychmiast opuści ten dom, godząc się nawet na nocowanie w studiu i wyczekując trasy. Ucieczka, to był najlepszy pomysł.
- Pomóż mi zabrać torby – szepnęła do Ericka, który ogłosił mi że Chris powinien być lada moment. Posłusznie wziął bagaże i wyszedł z nimi na dół. Ona, wzięła tylko torbę i pozostawiając najgorsze miejsce, mając nadzieję że opuści choć trochę swojego cierpienia.
Z schodzeniu po schodach potrzebowała pomocy brata i pomimo tego z jej ust padały syczące serie bólów. Kiedy wychodzili zastali ojca i matkę w jego objęciach. Popatrzyła ze strachem na niego, który teraz zgrywał dobrego męża. Na jego widok nie udało jej się pohamować płaczu i cofnęła się do tyłu. Wystarczyło to jedno wydarzenie a znienawidziła go całą sobą jeszcze bardziej. Nie mogła dłużej na niego patrzeć, zacisnęła powieki i usłyszała tylko jak Erick rzuca się na ojca.
- Ty najgorszy skurwielu – wysyczał brat i usłyszała serię przyłożeń. Po chwili Erick został po łożony na ziemi.
- Gówniarzu wynoś się ! - zagroził ojciec i począł wypychać go za drzwi. Czym prędzej chwyciła swoje torby i pokuśtykała na zewnątrz.
- Pożałujesz jeszcze ! - kopał z całej siły w drzwi powodując widoczne uszkodzenia.
- Erick... zostaw.
Wypłakała i przytuliła się do brata, który dla siostry był w stanie zabić. Jeszcze jedna, mała, popłynęła na myśl jaki właśnie przytula skarb.
- Cśś.. nie płacz... uciekaj i nie martw się o mnie. Będę u Nadienne – powiedział do niej na pożegnanie, całując w policzek i pakując do auta który właśnie podjechał.
- Dziękuje... - powiedziała i zatrzasnęła drzwi.
Słysząc trzaśnięcie bagażnika, znowu schowała się w dłoniach i poczuła swoje łzy. To było zbyt trudno do pojęcia.
- Co się stało...że...że... - urwał.
- Nic.
- Do cholery, Desire, powiedz.
- Nic ! Najnormalniej w świecie zgwałcił mnie własny ojciec. Już ?!
To już nie było zwykłe szlochanie. Teraz, przerodziło się w histeryczny i głośny płacz, którego nie zdołał uspokoić, tak jak i ona. Pomimo szoku domyślił się czego potrzebowała. Przytulił. Mocno aby wiedział że to poczuła. Sam poczuł się dziwnie bo nigdy tak się nie zachowywał, ona też bo z początku poczuła lekkie zażenowanie że on chce jej coś okazać. Co z tego że między nimi się coś działo. To było nie ważne, przecież się nie kochali. Oni po prostu zaczynali się do siebie przywiązywać, była młodsza o 7 lat.
- Zgłoś to... idę tam albo jedziemy na policję – chwilę później przekręcił kluczyki.
- Ocipiałeś ?! Nigdzie... nigdzie nie jedziemy ! - chciała zapomnieć – nie chcę. Nikt się nie morze dowiedzieć, żadna gazeta, żeby później całe Niemcy plotkowali o mojej porażce. A zrobisz to... to tym gorzej dla mnie. - urwała – jedź do studia.
Ojciec córce ? Był za tym aby walczyć. Ale nie chciał by ona znosiła długie przesłuchania, wnioski, sprawy.
- Mogę zapłacić za te przedwczesne 2 dni w hotelu, już teraz. Ale muszę wstąpić do studia, potrzebujesz czegoś? - westchnął z rezygnacją.
- Notesu.
Sięgnęła po koc, zakryła aż po głowę i chciała schować się przed realną brutalnością.
*
Ściskała w ręce notes i przy pomocy Chrisa szła przez hotel. Mężczyzna ów wcześniej zabierając bagaże i kluczyki zaprowadził ją do windy. Wjechali na swoje piętro, otworzyli drzwi i dostali do pięknego pokoju, dla Desire. Natychmiast zasłoniła ciemne, długie żaluzje, witając mrok. Łóżko. Chciała uciec i nie wracać.
Minęły 2 godziny. Długie, ciężkie, przepełnione i nie do wytrzymania. Przez to że od małej, została wyćwiczona na kogoś bez nuty wrażliwości i okazywania uczuć, nie potrafiła znieść tego co teraz przeżywała. Wolała zaryzykować. Zadzwoniła po Chrisa, który chwilę później się pojawił.
- Daj mi valium.
Nie odpowiedział.
- Słyszysz ? Szybko. - powtórzyła. Wiedziała że Chris czasem przemycał środki odurzające ale nie był narkomanem.
- Nie - szepnął. - Nie dam ci, żebyś potem naćpała się tych piguł. To nic nie da.
- Da! Dawaj, natychmiast! - krzyczała. Potem, ledwie podchodząc chwyciła go mocno za rękę. - Daj... mi... to... albo pożałujesz.
Widział jak w jej oczach zbiera się kolejna seria histerii. Powoli ujął swą kurtkę i wyciągnął małą pigułkę, której jednak nie oddał. Wyrwała ją z ręki, zacisnęła powieki bo po chwili czuła ją na języku. Zostawiając go zatrzasnęła się w małej łazience, nie zatrzymała się aby obejrzeć pomieszczenie, odkręciła kurek puszczając gorącą wodę. Zrzuciła ubrania. Czuła na sobie brud, niewidzialne i ohydne ślady, których chciała się pozbyć. Z wysiłkiem klapnęła na nieskazitelne białe kafelki by poczuć gorące strumienie na ciele, które miały zmyć wspomnienia i myśli. Nie chciała myśleć, nie chciała czuć.
*
Oczami Desire.
Poczułam to. Poczułam wstępujące we mnie odurzenie, które jednocześnie przyniosło ze sobą jakąś ulgę. Ulgę, która pozwoliła mi odetchnąć przeżartym, gorącym powietrzem. Na chwilę, opuściłam piekło rojących się wspomnień, scen z urywanego horroru. Blado uśmiechnęłam się przed siebie. Czułam że oddycham.
Nie ruszyły mnie bóle podbrzusza kiedy się podniosłam aby zmienić wodę na zimną, wręcz lodowatą. Miłe ciarki przechodziły przez moje pomarszczone ciało, płytki oddech, para w okół, było mi dobrze.
*
Owinięta w ręcznik, kucnęłam na dywan czując jak po moich plecach ciekną krople wody.
Są rzeczy których chciałabym nie pamiętać
życie kopie w dupe zbyt często za mocno
czasami myślisz ile jeszcze wytrzymasz
ze świadomością że wolność drzemie gdzieś w żyłach
Patrzyłam na notes.
desirekomentarze [3]4&5. >> środa, 23 lipica 2008 00:32:41
witaaam *;
Długa przerwa, co ? Dla mnie paro sekundowa. Dopiero co opublikowałam 5 odcinków pod rząd. Otóż tę notkę dawałam już ponad 3 tyg.! temu, ale wspaniałomyślnie zepsułam sobie coś z blogiem. W pierwszej notce wszystko wyjaśniłam. Porzuciłam Liebe Wie Heldin z przyczyn awaryjnych i teraz jestem tu, na I Get Lost. Jednak wracając do notki...
Przez ten czas, te 3 tygodnie, pojechałam do Włoch. Z zamiarem nabycia weny, pomysłów i życia xD piasku, włoskiej opalenizny i czego dusza zapragnie. Miałam nie zapominać o Desire i Timo, miałam wziąć zeszyt i pisać. Ale zapomniałam. I wiecie tym lepiej dla mnie :). Odżyłam, tak realnie, świetnie się bawiłam. To był wypoczynek.
Co z tego, że nie zdążyłam dodać odcinków. Co z tego, że te 2 są jak dla mnie koszmarem i rzeźnią. Nie mam ochoty ich poprawiać, dodam takie jakie są, trudno. Mam nadzieję, że się nie zrazicie i zaufacie. Mogę powiedzieć tylko tyle, że następne będą lepsze. O tak :D... Ja to wiem, ja to czuje, ja je piszę.
*
Było cudownie, mogłabym to powtórzyć. Ile wspomnień,
i nowa znajomość.
...
Jednak dzieli nas zbyt dużo kilometrów.
cóż,
Goodbye F.
ps.wybaczcie za tą część pamiętnikową, to w końcu blog z opowiadaniem. coś mnie nakłoniło do wspomnienia tego wątku.
to ja może lepiej już dodam ten 4 i 5 odcinek.
*
Dni mijały, składając się w pełny tydzień. Przez ten cały
czas spłacała dług za zniszczenie kiosku, jak i była narażona na wścibskie wizyty dziennikarzy, którzy za wszelką cenę chcieli zrobić sensację na pierwszych stronach gazet. Rzucała tylko obelgami i trzaskała drzwiami. Najchętniej pozabijała by ich wszystkich, ale ratowała się stwierdzeniem, że nie chciałaby być skazana na dożywocie.
Wiał ciepły jeszcze wiatr a ona wracała właśnie ze 'szkoły'. Codziennie tak było, ponieważ do dzisiaj rodzice nie dowiedzieli się o jej porzuceniu szkoły, a ona wciąż nie wyobrażała sobie tego że mogłaby im to powiedzieć. Ile można jeździć po skejt parkach, przesiadywać w studiu czy patrzeć się na swojego managera. Co prawda nie była już na niego zła, zapomnieli o tym. Ona zawsze najpierw się gryzła, a później machała na to ręką.
Weszła do budynku o pastelowych kolorach, który był jej domem. Rzucając plecak skierowała się do kuchni gdzie leżał obiad i puste talerze po pozostałych lokatorach. Zasiadła i nalała sobie letniej zupy.
* 22.30
- Złotko, no pospiesz te 4 litery, stoję pod twoim domem od 5 minut, zbieraj się!- wydzierał się Chris do telefonu.
- Yhm.. to już ? - zaśmiała się perfidnie – nie idę.
- I tak pójdziesz. Zaraz cię tu widzę bo będziesz tego żałować. - rozłączył się natychmiast.
Zwlokła się leniwie z łóżka spadając na ziemię i spoglądając na wszystkie wywalone ciuchy po całym pokoju, który jednocześnie był szafą. Nigdy nie przestrzegała porządku i nie chowała rzeczy na miejsce.
Na myśl o tym że to dzisiaj miała być ta impreza zespołu Pan!k aby uczcić ich największy jak dotąd koncert, przewróciła oczami. Tak cholernie jej się nie chciało, nie wiedziała po co tam ma iść... Ze zrezygnowaniem podeszła i nałożyła na nogi jasne bagg jeansy, na górę szeroki granatowy T-shirt z białą literą, a na nadgarstki zabrała jeszcze przepaski. Nie zatrzymując się uprzednio przed lustrem, ponieważ wcześniej lekko już do prostowała włosy po bokach, zeszła na dół. Kiedy założyła czarne buty z haczykiem nike z boku podeszła w stronę ojca, oskarżycielsko pokazując na niego wskazującym palcem.
- Wychodzę, jak już mówiłam i żeby nie było pretensji ostrzegam że mogę wrócić pijana i nie wiem kiedy. Cześć.
Przed domem stał ten czarny samochód, który należał do Chrisa. Aby zrobić mu na złość zwolniła kroku i przyglądając się jego rozzłoszczonej minie, uśmiechnęła się złośliwie.
*23;00
- Perfidna mendo, dlaczego ja tutaj jestem ?! Przecież wiesz, że my się nienawidzimy. - dziewczyna darła się na swojego managera szarpiąc jego rękaw.
- Ich manager to mój kumpel. Zaprosił nas.
Przewróciła oczami i prychnęła ze złości. Że też musiała męczyć się z konkurencyjnym zespołem. Jednak chwilę potem uśmiechnęła się słodko.
- Będzie twoja panienka ?
- Może... później – wyrzucił z chłodem.
- Nie chcesz mi czegoś dać na złagodzenie ? - szepnęła, aż przeszły go dreszcze czując jej oddech na szyi.
Z zamachem wyszarpnął ubranie, które tarmosiła i z nakazem wejścia już na salę, wepchnął ją do drzwi gdzie zbierali się zaproszeni imprezowicze.
- Matko, zbiorowisko kurew nieumytych. - mruknęła do siebie.
Des spenetrowała całe pomieszczenie patrząc jak paru nieznajomych przelewa się do środka. Co miała robić? Postanowiła napić się czegoś więc szybko wykonała swoje polecenie. Na jej pech przy barku wpadła na TĄ grupkę chłopaków.
- Co jest kur... a to ty - zorientował się zaskoczony chłopak o czarnej fryzurze.
- No nie, wiesz, twoja stara – odgryzła dziewczyna przewracając teatralnie oczami..
Z wyższością przepchnęła się obok, biorąc butelkę coca coli. Usłyszała jeszcze ciche mruknięcie jednego chłopaka, mianowicie Tima. Odwracając się zmierzyła ich pogardliwym wzrokiem zatrzymując się na raperze.
- Masz jakiś problem ?
- Nie – podobnie jak ona zabrał butelkę z ta różnicą, że piwa – Tak się wstawiłaś, że nie pamiętasz ? Za czyny trzeba płacić.
- ... sorry nie rozumiem cię – powiedziała tępo lustrując chłopaka. Ten tylko podszedł bliżej na tyle blisko by móc czuć jego oddech na szyi, kiedy jasno wyjaśnił.
- Nie masz ochoty czegoś powtórzyć ?
Wtedy przywarło do niej wspomnienie pocałunku z poprzedniej imprezy, a chwilę później żałowała że w ogóle to sobie przypomniała.
- Stary, byłam na pigule... wyluzuj.
I tym nie wyparzonym językiem, sprowokowała do dalszej rozmowy.
- Nasza raperka lubi sobie ulepszać zabawę? - zadrwił inny chłopak który zawsze pokazywał się z chustą na twarzy.
- Nie twoja sprawa – przewróciła oczami i przepchnęła się obok Tima który wcześniej przyglądał jej się uważnie.
* 0;00
Niemiecka sława od godziny poniewierała się z miejsca na miejsce, nie mogąc sobie go znaleźć, przy okazji wdychając swoje ulubione opary tytoniu i wódki. Głośna muzyka pulsująca w gardle, i tłum ludzi. Kierowała się w stronę wejścia w którym, jak wcześniej nie zauważyła, natknęła się na połowę zespołu z dwoma dziewczynami. Zatrzymała się i jak gdyby nigdy nic prze lustrowała dwie panny. Jedna była brunetką druga zaś blondynką o brązowych oczach. Chamsko przyjrzała się długim nogom brunetki na której widniały modne różowe rurki, i białe skate butki. U blondynki prześwietliła świecącą bluzkę w napis 'Sexy'. Rzeczywiście, świetnie dobiera ciuchy do wyglądu i idealnego makijażu.
- Czego się gapisz ? - zapytała brunetka z wydatnym dekoltem.
- Niezłe towary – rzuciła w stronę Tima do którego namiętnie przyklejała się owa brunetka. Już miała w głowie zaczęty konflikt a na ustach chytry uśmiech. - Timo szybki jesteś.
- Co ona gada ? - zapytała tępo dziewczyna mierząc raperkę uważnie.
- To, że twój chłopak zaledwie tydzień temu całował się ze mną – z triumfalnym uśmiechem przyglądała się chłopakowi jak z sekundy na sekundę mina mu coraz bardziej rzednie.
- Nie słuchaj jej – powiedział do towarzyszki i kazał jej na chwilę odejść.
- Boisz się że spłoszę ci zdobycz? Przecież masz ich nadmiar.
- Desire, wiesz że jesteś bezczelną idiotką? Potrafisz tylko psuć i się mścić - warknął raper przez zaciśnięte zęby i zabawnie marszcząc nos.
- Za to ty jesteś podstępnym kłamcą.
- Nie takim jak ty.
- To wiem, że ja to nie wy ; sześć pozbieranych szmat, które myślą że mogą wszystko.
- Dobra, z tobą trzeba krótko. - tym razem zagroził jej Linke, podchodząc i mocno ściskając ją za nadgarstek - Jeszcze raz odwalisz jakieś głupstwo, kłótnie, a osobiście doniosę dziennikarzom że bierzesz używki. Na pierwszej stronie kolorowych gazetek będziesz widnieć pod tytułem narkomanki.
Nic na to nie odpowiedziała i tylko patrzyła jak się oddalają. O nie. Ona nigdy nie daję sobie w kasze dmuchać. O nie. Ona nie wybacza, nie robi z siebie tchórza. O nie. Tym bardziej nikt inny nie będzie jej mówił co ma robić, zawsze znajdzie pomysł na zemstę. Życie już ją dosyć nauczyło że po dobroci i litości nic się nie zdziała, życie, które zaszczepiło w niej tyle nienawiści, zadziorności i chamstwa. Jak trucizna przeżerająca metal, Desire nosi ją w sobie rozprzestrzeniając na boki.
A gdyby tak..nie odgrywać się centralnie na nich.. ale zemścić się czyimś kosztem? Miała lepszy plan wystarczyło tylko znaleźć kogoś naiwnego.. O tak, widzę, Chris złotko napijemy się czegoś?
*
Patrzył właśnie jak robi to co on z nią tydzień temu. Upijała swojego managera który zaślepiony niewinnymi flirtami nie zwracał uwagi na mnożące się kieliszki.
Była inna, prawda Sonnenschein? Zupełnie inna od tych twoich fanek. Chociażby ona, nie nosiła żadnych modnych ubranek, nie przestrzegała przykazań mody, nigdy nie widziano jej w rurkach, skąpej bluzce czy modnych butach. Była tego 100% przeciwieństwem, gdyż nosiła wyłącznie bagg jeansy, szerokie koszulki pod którymi cała jej figura tonęła i tak naprawdę nie można było określić, jak to robi każdy facet, czy ma dobre kształty. Nawet nie starała się chodzić jak przystało na dziewczynę, nie zachowywała ładnej postawy, nie stąpała zwinnie i delikatnie. Wolała kiwać się na boki. Makijaż dla niej to były męczarnie spędzone przed lustrem więc nigdy się do tego zbytnio nie przykładała. Jedyna rzecz która przeczyła temu chłopięcemu odzwierciedleniu to nałogowe prostowanie włosów gdyż nie radziła sobie z układaniem fryzury, co nie, Sonnenschein? Była wredna i nieprzewidywalna i za nic w świecie nie rzuciłaby ci się do nóg, jak by to zrobiły napalone fanki, a ty mógłbyś z nimi zrobić co chcesz pokazując im swój pokój hotelowy.
*
- Chodź Chris no chodź.. - ciągnęła swojego managera w stronę toalety dwa piętra niżej i podtrzymując aby się nie wywrócił na schodach.
- Idę Des... coś planujesz? - mruknął pijacko i charakterystycznie uniósł brew.
- Oczywiście...
Otworzyła drzwi męskiej toalety i wepchnęła tam mężczyznę, który z ochotą na to przystąpił, jednak po chwili leżał już na biało niebieskich kafelkach.
- Poczekaj chwilę to niespodzianka.
Zamykając ciężkie drzwi, których z pewnością nie dał by rady otworzyć pobiegła z powrotem na górę. Od razu przystąpiła do poszukiwań panienek których właścicielami byli Linke i Timo. Dostrzegła basistę pogrążonego w namiętnym tańcu ze swoją partnerką o długich blond włosach wśród innych roztańczonych par, natomiast raper jeszcze namiętniej migdalił się ze swoją brunetką, w rzeczywistości pozwalając jej się na nim wyszaleć.
Zaklęła pod nosem i chwilę odczekała końca piosenki. Minęło parę minut kiedy brunetka spostrzegła kryjome wołania blondynki i łaskawie z chodząc z Tima pobiegła do koleżanki. Nareszcie mogła przystąpić do działań, więc błyskawicznie porwała z najbliższego stoliku 3 kieliszki i butelkę wódki.
- Siema laski – wcisnęła im po kieliszku, które bezwiednie przyjęły.
- O co ci chodzi...
- Wyjaśnić swój błąd. To było kłamstwo z tym pocałunkiem, trochę się z nim posprzeczałam. W sumie to mogłybyśmy się nie kłócić – mówiąc to nalewała im alkoholu aż po czubek kieliszków a samej sobie niewiele – bo tak naprawdę, chłopaki są w was śmiertelnie zakochani dlatego... życzę wam szczęścia.
Szło aż za łatwo, może dlatego że trafiły się tak naiwne dziewczyny. Czy naprawdę niczego nie zauważały ? Oczywiście, jak każda głupia fanka, uwierzyły w głupie kłamstewko o tej wielkiej miłości jaką niby obdarzył ich ten dar, łącząc na wieki. Dodatkowo onieśmieliły się przy sławnej raperce.
- Czemu ty nie pijesz ? - zapytała jedna z nich.
- Co ty... Uczcijmy to – wzniosła toast, kiedy nalała im następny kieliszek. Ona również przechyliła swoją procentową porcje i czuła jak palący płyn wypala jej gardło. Bez zastanowienia już nalewała następne porcje, na którą wcale nie zaprzeczyły. Były pierwsze do picia, ale ich stan wytrzymywania jak najdłużej trzeźwo wcale taki świetny nie był. Naiwne nowicjuszki, myślała sobie kiedy w butelce płynu już nie było widać. Des sięgnęła jeszcze po jedną butelkę i kiedy chciała nalać jeszcze jedną porcję, jedna stanowczo zaprzeczyła ozdobiona w czerwień na twarzy która pięknie komponowała się z jej skórzanymi bod kami. Brunetka wlała w siebie już tylko pół a resztę odstawiła. Cała szczęśliwa wzięła je pod ręce i tak aby nikt nie zauważył szczególnie zespół, który w tym czasie śmiał się z opowiadanej historii przez Davida, wymknęła się z sali.
- No już nie daleko, chodźcie – pocieszała je widząc jak blondynka stoczyła się ze schodów i rozmyślając czy aby trochę nie przesadziła podprowadziła je pod drzwi.
- Mam dla was niespodziankę – widząc ich nie przytomne uśmiechy, wepchnęła je do toalety gdzie wciąż czekał jej manager. Natychmiast po zamknięciu drzwi, dodatkowo na zatrzask rozejrzała się jeszcze za czymś dodatkowym. Jej oczom rzuciła się wielka metalowa deska a zaraz dalej skupisko takich samych, ponieważ za dnia był robiony remont. Biorąc jedną ciężką, zabarykadowała drzwi. Teraz nie mieli już szans. Zadowolona ze swojego planu, w reszcie powierzając go Chrisowi, który doskonale poradzi sobie z pięknymi świeżymi towarami, wróciła na górę.
2;25.
Znowu ta sama nuda, znowu przerzucała się z miejsca na miejsce, błądząc po parkiecie i zahaczając o nieznajomych na zamkniętej imprezie. Omijała z daleka tych, którzy prosili o autograf, lub o taniec, a nawet Natashę która niedawno zawitała na imprezie i dręczyła czy widziała gdzieś Chrisa. Z rezygnacją poszła ugasić pragnienie picia ale najgorsze było to, że barek znajdował się przy stoliku zespołu Pan!k. Otworzyła regał z napojami, wyjmując sobie puszkę red bulla i ukradkiem zerkając na zespół kończąc na raperze, który z chytrym uśmiechem dzierżył w rękach szmatławiec BRAVO z jej zdjęciem gdzie demoluje kiosk. Stwierdzając fakt ich lekkiego upojenia, słyszała krótkie docinki i śmiechy na temat artykułu, 'przypadkowo' kierowane w jej stronę.
- Mhm, ładnie tu wyszłam – skomentowała Desire, kiedy do nich podeszła i wyrwała gazetę.
- Ty to masz nieźle nawalone. - skwitował Linke. 'Przekartkowała' wszystkich wstawionych siedzących przy stole i zatrzymała się na pewnej, nowej parze. Drugi wokalista tego zespołu o niesfornej grzywce i niebieskich oczach, Frank Ziegler obejmował ramieniem nowo zdobytą szatynkę. Uśmiechnęła się kpiąco pod nosem, powstrzymując się jednak od zbędnych uwag.
- Ona to z natury jest taka... zajebista inaczej ? - że co proszę, panie Timo?
- Stary, daj spokój. Igrasz z bezuczuciową istotą. - nawet nie masz pojęcia co gadasz Linke! Zdążyła zobaczyć jak raper zsuwa nogę z krzesła pozwalając jej usiąść. Posłusznie wykonała polecenie i otworzyła sobie napój. Nikt nic nie mówił, oczekując od niej wypowiedzi, którą w końcu otrzymali.
- Nie wyobrażaj sobie za dużo, Linke. W życiu nie można być przymilnym lizodupcem, bo nie ma łatwo – efekt był taki że z ich min można było odczytać iż nic nie rozumieją. Mierzyła właśnie wzrokiem przeciwnika do którego skierowała wypowiedź, a niby co z niej zrozumiał? Postanowił dać sobie spokój i zapytał czy widziała gdzieś ich panienki.
- Nie. - odrzekła na myśl o swoim planie. A co ona tak naprawdę robiła przy tym stoliku?
Spostrzegła jak powrócili do przerwanego zajęcia, puszczając w ruch następną butelkę wódki. Imprezowiczka i Franky kompletnie zapomnieli o otoczeniu zapominając się w swoich pocałunkach. Patrzyła się tylko jak każdy wznosi toast i spożywa kolejne porcje w przeciwieństwie do niej. Oparła się wygodnie o oparcie krzesła i każdego darzyła kpiącym uśmiechem jak w jej oczach tracili na trzeźwości co sprzyjało tylko temu, że nawet nie byli w stanie się kłócić, a ona mogła robić co chcę. Za dużo się nawdychała oparów z wódki i napatrzyła na upitych imprezowiczów włączając w to tych, którym pomogła doprowadzić się do tego stanu.
- Dzisiaj się nie bawisz, że się pilnujesz ? - blond włosa usłyszała koło siebie ciche pytanie. Mogła się założyć że wcześniej przez ułamek sekundy poczuła muśnięcie ręki na swoim udzie. Zwróciła wzrok ku lekko wstawionemu w cudownym stanie, Timowi, wzrokiem wyrażając wszystko. Ograniczyła się do wciśnięcia mu swojego nie tkniętego kieliszka, mówiąc tym samym że lepiej radzi sobie z piciem niż z zaczepkami.
- Dzisiaj, to ty stałeś się ofiarą szaleństwa – szepnęła mu do ucha delikatnie chuchając ciepłym powietrzem.
Pobawimy się trochę?
Sonnenschein, to się wpakowałeś. Nie zdajesz sobie sprawy z tego że właśnie mogę zrobić z ciebie ostatnią szmatę? Spokojnie, na ciebie i tak już czeka kara.
5.
Godzina 8;13.
Obudził go uderzający w jego głowę niesamowity ból, po nadmiarze alkoholu. Zorientował się że na kimś musi leżeć, iż dokładnie odznaczało się czyjeś ciało.
Czuł pod sobą nie duży i jędrny biust który posłużył mu za poduszkę, tym samym czuł w okolicy swojej kości ogonowej czyjś dotyk. Dokładnie za pasek trzymała go czyjaś dziewczęca ręka, i śledząc oczami dalszą część ciała, przenosił się wzrokiem po granatowej koszulce, ale twarzy nie rozpoznał od razu, iż była ona zakryta znajomą kurtyną blond włosów. Delikatnie odsłonił parę kosmyków i ujrzawszy twarz jego oczy przybrały kształtu pięciozłotówek. Szybko począł myśleć jak do tego mogło dojść, chyba nie był aż tak pijany? Ona? Leżał na swoim wrogu, lub na dziewczynie dla której był wrogiem, na tej raperce Desire? Próbując jak najszybciej zejść, obudził ją.
*
- Gwałcić ci się zachciało?! - wydarło się z jej ust widząc jak raper znajdował się w nietypowej pozycji tuż nad nią.
- Ciii... sam się zastanawiam jak do tego doszło. - łapiąc się za głowę patrzył nań nią ze zdziwieniem.
- Jasne. Nie umiesz kłamać - tym razem w jego oczach zastała szczere zaskoczenie.
- Ty mnie o to posądzasz ? Co za kretynka.
- Stul dziób, napaleńcu! - wrzasnęła, zauważając przy tym jak obudziło się paru imprezowiczów i prawie cały zespół, który leżał obok porozwalany na ziemi i na dywanie.
- Dobra niech ci będzie, ale chociaż bądź raz mądra i nie paplaj tego przy nich – wskazał palcem na swoich kolegów którzy zaczęli się budzić, również z bolącymi głowami. Obejrzała się po pomieszczeniu i stwierdziła że za niedługo czas iść.
- Pieprzyć to. Kończymy tą imprę – wyrzucił Timo do swoich kolegów siadając na ziemi, ponownie chwycił się za głowę. Chłopaki wstając, obdarzyli dziewczynę zaciekawionym spojrzeniem jednak nie komentując jej osoby poczęli wstawać. Jan, oświadczył o swoim zamiarze pójścia do toalety, i zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć, poszedł. Nie bała się, w końcu była to zemsta jeśli odkryją to co wyczyniła. Siedząc dalej w tym samym miejscu i przyglądając się ludziom którzy powoli budzili się do życia odliczała sekundy.
- Pomożesz ? - spytał David. Bez żadnych komentarzy, podała mu pustą puszkę piwa, nie zmieniając pozycji i powróciła do rozmyślania. Uśmiechnął się tylko do siebie i zdecydował się odejść.
- Yhm, chłopaki patrzcie kogo mam... - wchodząc do pomieszczenia, odezwał się Dee Jay zespołu, prowadząc ze sobą dwie upite dziewczyny i uśmiechniętego manageera. Brunetka upadła na ziemię i zwymiotowała na podłogę. Cała blada przewróciła się na plecy i zamknęła oczy.
- Roney ?! - wykrzyknął Linke przyglądając się blondynce. Ledwo chodząc zatopiła się w jego koszulce, po czym zaczęła się wypłakiwać.
- To było okropne.
- Nie gadaj, przecież ci się podobało – uśmiechnął się zawadiacko Chris, a Des wolno podeszła do brunetki, która wyglądała jakby miała wyzionąć ducha.
- Ty im to zrobiłeś ? – Timo podszedł do mężczyzny, łapiąc go za bluzę i patrząc wrogo. Ten wcale się nie przejął tylko nieprzytomnie uśmiechnął.
- Młody wyluzuj, to sprawka Desire.
Puściła do koło uszu i z rękami w kieszeniach przyglądała się upitej brunetce.
- Chyba trochę przesadziłam – powiedziała do siebie lekko szturchając ofiarę jakby była jakimś śmieciem. Przeniosła wzrok na Tima, który wciąż w zastygłej pozycji trzymał Chrisa i dziwnie jej się przyglądał. O dziwo nie dostrzegła żadnej nienawiści, i żądzy mordu, lecz zaciekawienie pomieszane z wzrokiem typu patrzącym jak na wariatkę. W tej chwili podeszła Natasha, dziewczyna managera ze łzami w oczach.
- Jak... mogłeś ?- poczęła nie dowierzać i zakryła usta dłonią. Raperka przewróciła oczami i przechodząc przez leżącą na ziemi dziewczynę mruknęła coś w stylu 'kolejna histeryczka'.
- Zrozum, on się już nie zmieni, okłamywał cię tymi tekścikami a ty się na to nabrałaś. On nigdy nie bierze nic na poważnie – powiedziała jak gdyby oświadczanie takich sytuacji było dla Des codziennością – Idziemy – pociągnęła Chrisa do drzwi, uciekając z tego zbiorowiska obudzonych imprezowiczów.
- Ja prowadzę.
- Nie masz prawka. Ty na pewno też coś wypiłaś – upomniał się Chris.
- Ale jestem w lepszym stanie niż ty. - przekręciła kluczyki.
*
- Ej, a ja ? Czemu idziesz ?! - histeryzował Chris.
- No jedź do domu, ja siebie już bezpiecznie odwiozłam – odwróciła się i weszła do domu zostawiając go na małym parkingu.
Wiedząc że dziś nie będzie musiała poddawać się torturom rodziców, rzucając buty w kąt i krótkie 'cześć' w stronę salonu, poszła do pokoju. Zmęczona po nieprzespanej nocy i wszystkich wydarzeniach, opadła na łóżko i zasnęła.
***
Usiadł naprzeciwko swojej śpiącej siostry i z rozanielonym uśmiechem tępo na nią patrzył, wspominając chwile ze swojej minionej nocy z Nadienne. Nawet nie zauważył, kiedy ona od paru minut uważnie mu się przyglądała.
- Kleju się nawąchałeś, czy tobie też się chce gwałcić ?
- Co ? - ocknął się – Nie... zamyśliłem się.
Desire mimo wszystko była podejrzliwa. Zazwyczaj nie widziała go w takim stanie przyjemnie odurzonego. Wyskoczyła spod kołdry w bokserkach w żółwiki i koszulce.
- Ej, młody – podeszła do niego i znów zauważyła że na jego twarz mimowolnie wpłynął uśmiech. - Co ci jest ? Spałeś z Nadienne, co ? - zaśmiała się siostra.
- No...
Zachichotała i walnęła brata w ramię jednak ten zwrot dotarł do niej dopiero po chwili. Z nie do wierzenia otworzyła usta.
- Żartujesz sobie ze mnie ?!
- Nie, Des spokojnie.
- O kurwa, przez ciebie będę ciocią ! - wrzasnęła i popatrzyła na brata – Ale miałeś lekcje w szkole jak się zabezpieczać, tak ?
- Boże, nie histeryzuj, oczywiście że się zabezpieczyliśmy. - wyrzucił a na jego ładnej cerze wpłynął czerwony kolor.
- Uff... - wysapała siadając na łóżku – chwila, jestem za ciebie odpowiedzialna ! Ile ty masz lat ?!
- Szesnaście ale...
- A Nadienne 15 ! Pozwoliłam, pozwoliłam wam ? Was to tylko zostawić na jedną noc – opadła na łóżko, tracąc zażenowanego brata z pola widzenia. Nie była jednak zła, uśmiechnęła się na myśl że jej brat jest szczęśliwy. Szczęśliwy z czego ? Z miłości ? - myślała – A czy to w ogóle istnieje ? Cóż, w seksie można znaleźć chociaż przyjemność – chwilę zamyśliła się nad własnym wspomnieniem ze swojego pierwszego razu. Było przyjemnie, ale dlaczego ona nie promieniała tak jak on ? Cóż, zawsze był inny.
- Halo, a jak tam twoja noc, co ? - zapytał powtórnie brat.
- A... pełna zapitych szmat i... chłopaka, który leży na tobie kiedy się budzisz.
Zamyśliła się znowu. Przypomniała jej się sytuacja z rana, kiedy to zastała na sobie sławnego chłopaka. Jak do tego doszło ? Przed zaśnięciem pamiętała tylko jego, pijanego, koło siebie. Na to wspomnienie coś przeszło ją od środka. Otrząsnęła się szybko.
- No widzisz, a mnie posądzasz o takie rzeczy... - prychnął.
- Przestań. To inna sprawa... Zresztą to był... - Timo Sonennchein ? Tak, Desire. Postanowiła jednak nie wspominać o tym bratu. Nie chciała aby teraz męczył ją wydarzeniami i sytuacjami, kiedy była jeszcze nie ujawnioną nastolatką. - Zresztą jestem starsza.
- Phi... o dwa lata. Idę na kolację – skwitował Erick i wyszedł.
To już minął cały dzień ? No tak, ona smacznie wypoczywała po imprezie. Na bosaka z roztrzepaną fryzurą poszła wziąć prysznic. Po drodze minęła się z ojcem i kiedy zamykała drzwi ktoś je zablokował. Kawałek sylwetki mężczyzny zajrzała do łazienki. Mierzyli się wzrokiem. Każdy innym. Ona ze znakiem zapytania i pogardą, on przeciągle i niebezpiecznie.
- Andrew, chodź na chwilę – zawołała z dołu matka.
- Idę – odezwał się cicho po chwili i szybko zniknął.
Co to miało być ? - myślała dziewczyna. Ponownie zamknęła się w pomieszczeniu i popatrzyła w lustro. Druga, taka sama dziewczyna znana w całych Niemczech miała podpuchnięte oczy i jasne kosmyki włosów spadały jej na twarz. Zdjęła piżamę i weszła do kabiny.
***
mam ścisły grafik co do tego opowiadania. xD jeszcze dziś dodam 6 odc...
Desire.
komentarze [2]3. To mój pierdolony bagaż. >> środa, 23 lipica 2008 00:22:39
Co ja wtedy mówiłam ? Aha. przepraszam, odcinek taka rzeźnia, ale 4, obiecuję - lepszy :*.
ostatnia zmiana ; nowe nazwisko bohaterki.
Obudziła się nazajutrz rano w studiu, obok Chrisa na małej pryczy. Pulsująca głowa dała jej się we znaki, na co syknąwszy z bólu podparła ją ręką.
Wody...
Nieprzytomnymi jeszcze oczami, omiotła pomieszczenie, i tak jakby po tym przejściu w rzeczywistość przypomniały jej się wydarzenia z poprzedniego dnia. Koncert,impreza, kolejny kieliszek. Ecstasy co prawda przestało już działać w organiźmie dziewczyny ale jej samopoczucie nie było lepsze.
Popatrzyła na Chrisa który ciągle spał i poczuła jak wzbiera się w niej wściekłość. Gwałtownie nim potrząsnęła.
- Kotku, opanuj się... - leniwie otworzył oczy spostrzegając że to nie jego 'kotek'.
- Ja nie jestem tą twoją latawicą... po coś mi to wczoraj wpieprzył ! - wydarła się na chłopaka który mocno zacisnął powieki, a Desire samej zahuczało w głowie.
-Ćśś... pół.. tonu ciszeej - wszystko wskazało na to że i on wypił o kieliszek za dużo. Szybko podniosła się z małej kanapy czując że musi złapać się za głowę aby nie pękła. Założyła buty i poświęciła się szukaniu butelce wody, która chwilę później była już opróżniona do połowy.
- Chyba nie pójdziesz w takim stanie do domu... - odezwał się chłopak podnosząc się do pozycji siedzącej. - Odwaliło ci ?
Skierowała na niego wzrok i podeszła blisko kładąc dłoń na jego policzku - Odwalić to mogło raczej tobie... teraz muszę tak wracać.
- Cholera, nie musiałaś brać ! - sam złapał się za głowę.
Wyszła, nie zapominając przy tym trzasnąć drzwiami za co później żałowała gdyż musiała znosić serię obijających się kul w jej głowie.
*
Było niedługo przed południem. Wolnym krokiem snuła po chodniku by w końcu móc zobaczyć ten dom. Oparła się o furtkę i zmrużyła oczy, kiedy ujrzała swoją matkę, krzątającą się po kwiecistym podwórku, którego tak nienawidziła. Zdążyła zauważyć jeszcze stertę starych rzeczy przed domem, które miały zostać wyrzucone, a wśród nich coś co do niej należało. Jej deskorolka. Poczuła rosnąca złość, nawet nie zauważając, jak koło niej pojawiła się kobieta. Zmierzyła ją swoimi czarnymi tęczówkami, które wzbudzały w niej strach i odrazę w przeciwieństwie do identycznych u brata, uwielbienie.
- Zachlana mi do domu wracasz ?
- Ćśśś.. - syknęła tylko i przygotowując się na kolejną kłótnię.
- Boli ?! Boli co ? Jak ty wyglądasz ? Masz jeszcze czelność się tu pojawiać ? - każde słowo ciągnęło się głośno w jej głowie co raz bardziej ją denerwując.
- Zamknij... ten... ryj - nie pozostała jej dłużna. Wiedziała, że pogarsza sprawę, ale ona nie cierpiała tego widoku satysfakcji i władzy w jej oczach. Dwie, zacięte i złośliwe kobiety.
- Żeby własna... - urwała na chwilę, by mimo wszystko wypowiedzieć to tak niechciane i bolące ją słowo – ...córka. Że też muszę cię taką oglądać. Że też muszę być narażona na wścibskich fotoreporterów, na plotki w całych Niemczech i rodzinie. Ty, jak gdyby nigdy nic, z wyglądem ulicznicy chodzisz sobie najnormalniej po ulicach.
- Ty... - nie dokończyła. Powtarzała sobie w myślach te wyrazy, które bolały. Znowu zdała sobie sprawę, że jest tylko młodzieńczą wpadką, niechcianym owocem związku swoich rodziców.
Nawet nie chciała nic odpowiadać, wolałaby uderzyć.
- Nie pokazuj mi się na oczy w tym domu, dopóki nie odzyskasz rozumu i nie wytrzeźwiejesz !
Przepchnęła się przez furtkę, nie o mieszkając brutalnie popchnąć kobiety o wątłej posturze. Zastanawiając się czy nie zrobiła tego za mocno, wzięła deskę i skierowała się do wyjścia. Widziała, jak już podnosiła rękę by oddać, by krzyczeć, że nie ma prawa jej popychać, widziała coś co ostatnio stawało się okropnie niepokojące. Ten obłęd w oczach, który niósł ze sobą ogromną histerię. Ona jednak, natychmiast wybiegła na ulicę z kilkakrotnie bardziej pulsującą głową. Narzuciła kaptur i skoczyła na deskę.
Weź nie graj w chuja, weź nie wkładaj ręki do ula
Weź, pizgam jak w kręgle kula, dym i fura
W ręku mikrofon szura to cała Gurala kultura
Jadę, Praga, jak trwa saga, rymów plaga
*
Cała spocona i zmęczona z kompletnym brakiem sił i uciążliwie bolącym kłuciem w płucach, jechała dalej. Myślała, że za chwilę padnie na ziemię, miała dość bólu i zawrotów głowy, do tego susza w gardle... Ale nie myślała o tym, lecz o swoich strzępkach nerwów.
Ty nie masz rodziny. Jesteś zwykłą pomyłką i czymś co nie powinno istnieć.
A czuła się, jak małe dziecko, które nie zostało przytulone, odepchnięte i wyszydzone. Tak było przez całe życie i jest do teraz.
Masz rodziców, którzy się za ciebie wstydzą, którzy najchętniej by się ciebie wyparli, którzy cię nienawidzą.
Znowu jej się oberwało, znowu się pokłóciła, znowu dostała potężny cios od życia. Znów zacznie wątpić w swe parszywe istnienie i sens.
DOŚĆ !!!
Za dużo. Efektem tej burzy wątpliwości było to, że chwyciła swój 'pojazd' i parokrotnie przywaliła w pobliski, miejski kiosk.
Błysk, flesz. Odwróciła się i znowu zrozumiała konsekwencje sławy.
- Idioto, bierz dupę w troki i spieprzaj zanim, zanim... - odwróciła się i dopiero teraz, spostrzegła szkody, jakie spowodowała na małym sklepiku – O nie...
Kilkanaście minut później, ze spisanymi danymi, wsiadała do radiowozu policyjnego, chowając się i naciągając kaptur na twarz, przed błyskającymi światłami, dziennikarzami i myślami, że to jej kolejna porażka.
*
Komisariat policyjny w Hamburgu.
Siedziała naprzeciwko 30 letniego policjanta, który z bezradną miną odłożył stosik papierów i spojrzał w jasne, podpuchnięte oczy Desire.
- Ach... dziewczyno, masz 18 lat. Wybiłaś szybę i zostawiłaś widoczne wgniecenia. Za odszkodowanie tego kiosku, musisz zapłacić kilkaset euro. Doprawdy czy ta dzisiejsza młodzież musi tak wyładowywać agresję i szkodzić otoczeniu ?
- Pan nic nie wie, pan tylko siedzi za biurkiem i wygłasza swoje chore kazania. Tymczasem właśnie takie kołtuny, nie maja o niczym pojęcia, na niczym się nie znają.
A tak naprawdę to ona, przez 18 lat, nie miała okazji niczego się dowiedzieć o prawdziwym życiu, doświadczać, czuć i płakać.
- Sława... - mruknął pod nosem – to moje dzieci słuchają twoje płyty. Jestem zmuszony powiadomić o tym wszystkim twoich rodziców – chwycił za telefon.
Nie...
- Możesz iść.
- Chris, przyjedź po mnie – kiedy wyszła, zadzwoniła po swojego managera, który najwidoczniej, spał – bez dyskusji, pod komisariat...
*
- Co ty narobiłaś – zapytał chłopak w bluzie założonej w pośpiechu tył na przód, kiedy weszła do samochodu.
- Zdemolowałam kiosk – odparła chowając twarz w dłoniach i głośno wzdychając. Była zmęczona. - Zawieź mnie... do domu.
- Desire, wariatko ! Chcesz znowu narobić sobie kłopotów ? Czemu po takiej nocy, nie jesteś jeszcze w domu. Wiesz, że za tydzień mamy kolejną imprezę ? Już się boję co po niej zrobisz.
- Jedź, do cholery do tego domu !
*
Kiedy wysiadła z auta, z obrzydzeniem popatrzyła na swój dom. Nie wiedziała jak ma tam wejść. Popatrzyła na drzewo, po którym zawsze wchodziła kiedy miała 14 – 15 lat by dostać się do swojego pokoju.
Zastanawiając się czy pamięta jeszcze, jak się chodziło po drzewach, stała już obok niego z towarzyszącym wiatrem, który rozwiewał jej włosy.
Udało się. Po paru minutach stała już w swoim pokoju i panikowała przed ponowną awanturą. Oni już wiedzą...
Otworzyła drzwi swojego pokoju a na dole ujrzała już swoją matkę szarpiącą się w objęciach męża.
- Zabije ją ! - wrzeszczała kobieta a w jej czarnych oczach paliła się nienawiść.
- Dzwonili do mnie z policji – zaczął ojciec lodowatym tonem jednocześnie uspokajając kobietę.
- Wiem.
- Czy ty naprawdę jesteś taka głupia ? Czy ty wiesz, że znowu przyniosłaś matce wstyd, bezmyślna dziewczyno ?
- Wiem ! Odwalcie się i oszczędźcie sobie tych pieprzonych uwag. Rozwaliłam, zapłacę. To wy jesteście temu wszystkiemu winni.
Kolejna awantura, krzyk, przekleństwo, trzaśnięcie i obelgi, co wykańczają psychicznie.
To mój pierdolony bagaż, czegoś nie kumasz?
To jest sills-popis, wypiszę każdy długopis
W moim pierdolonym flow można się utopić
To rodzaj utopi, nic pro i konopii
Masz sucho w paszczy, to lepiej popij
desire.komentarze [0]2. Zrób to póki jesteś teraz poza domem >> środa, 23 lipica 2008 00:21:03
2 odcinek. jeden z moich ulubionych. dedykowałam go wtedy mej siostrze, wieloimiennej
Zue;* www.wspomnienia-milosci.mylog.pl tak, zmuszam Was do czytania. mogłabym wymieniać tysiące powodów dlaczego jej, ale dziś najważniejszy. Bo ją kocham < 33333.
ps. już nie męczę. długi...
p. Sonennschein wybacz, że wykorzystałam Twą przykrą przeszłość...
2.
Minął dzień. Desire wyszła z łazienki i biorąc swoje rzeczy stanęła w pokoju.
- Idę - rzuciła krótko do brata.
Za pół godziny miała swój koncert, ale przed tym musiała wstąpić do studia gdzie czekał na nią Chris. Dobiegła na parking taksówek wsiadając do jednej i podając adres kierowcy. Mimo że droga trwała 10 minut wydała jej się niezmiernie długa.
Świetnie, 20 minut do własnego koncertu.
- Prosz - podałam kierowcy pieniądze i szybko skierowała się pod wielki budynek. Wchodząc do środka niemal biegła aby znaleźć odpowiednie pomieszczenie.
- Co chciałeś – odezwała się wchodząc do studia, przybliżając się do Chrisa na odległość paru centymetrów i czując jego oddech na ustach. 25-letni mężczyzna mimo wszystko położył swoją rękę na jej biodrze, po czym podnosząc swoje brązowo zielone oczy zwrócił się do niej.
- Między nami nic nie było.
- Było i nie było - odrzekła lekko mrużąc powieki.
- Nie byliśmy w oficjalnym związku.
- Mam się czuć wykorzystana ? - pytanie wypowiedziała dosyć ironicznie przysuwając się jeszcze bliżej.
- Jest 7 lat różnicy - wypowiedziawszy to szeptem lekko dziewczynę od siebie odepchnął. - Masz, baw się dobrze - na stole położył folijkę, w której znajdowała się mała, biała pigułka.
- ... Dobrze ? Mówisz to w takim momencie?... Na co mi to - pytała patrząc się na ową torebeczkę.
- Na to jak będziesz mnie oglądać z inną panienką. Chodź, bo spóźnisz się na własny koncert - dodał jak gdyby nigdy nic.
Przeszła przez pomieszczenie po drodze zabierając pigułkę i chowając ją do spodni.
*
- Kogo tam zaprosiłeś - zapytała Chrisa gdy jechali na jej występ. Zachowywali się jakby to co było między nimi parę minut temu nigdy nie miało miejsca. Bo tak naprawdę się nie kochali, nie czuła do niego nic poza zwykłą przyjaźnią w której może trochę ją pociągał i pozwalali sobie na coś więcej.
- Paru młodocianych szczylów, swoich znajomych... - odpowiadał na zadane pytanie. Otóż po koncercie raperki, miało się odbyć jakieś przyjęcie afterparty, do którego straciła ochotę. Trudno, przynajmniej od razu nie wróci do domu, posiedzi, napije się czegoś i tyle.
Zatrzymali się przed wielką halą w której czekało już zbiorowisko fanów. Wysiadła i wraz ze swoim managerem podążyli do środka.
*
- Koncert miał się odbyć o 19.30 ! - krzyknął na nią facet, który czekał za kulisami na jej przyjście tak samo jak wiele innych osób.
- Więc odbędzie się o 19.45 - rzuciła chamsko zabierając mikrofon i pokazując się w światłach reflektorów, na co przedarł się ogłuszający krzyk powitania. - Helloł evribadi, wybaczcie za to opóźnienie, ale mój manager zapomniał zatankować. Zaczynamy - odwróciła się do Chrisa puszczając mu oczko. Rozległy się pierwsze nuty i wybijany rytm jej piosenki na co porwała się natychmiast do rapowania.
Sceny bała się już coraz mniej. Teraz to ona była obiektem zachwytu fanów a nie jak kiedyś - była tym fanem.
*
Wszystko powoli dobiegało końca, a ona uporczywie odliczała minuty. Publiczność natomiast robiła wszystko aby to przedłużyć. Uśmiechała się jak głupia dając im śpiewać prawie większość piosenek i biegała w tą i z powrotem. Ostatnie minuty sprawiły że bardziej zaczynała myśleć o pigułce, która coraz intensywniej paliła dziewczynę w kieszeni bagg jeansów. Żaden fan nie mógł wiedzieć, żadna gazeta, żaden reporter, nawet nie pomyślał że morze zażyć narkotyk.
- Czas się żegnać. Pamiętajcie ; widzimy się następnym razem, elo - tym razem już ostatecznie zniknęła ze sceny.
- Chodź - ponaglił manager, ciągnąc ją na przyjęcie które miało się zacząć za kilka minut. Znowu ten pośpiech.
Bez zastanowienia sięgnęła do kieszeni i za chwilę czuła już ecstasy w gardle.
*
- Mhm, cześć kotku. - Chris namiętnie witał się z długonogą brunetką. - poznaj tą małą gwiazdę, Desire.
- Natasha - dziewczyna wyciągnęła rękę w jej stronę na co ona bez najmniejszego zainteresowanie uścisnęła. Od razu zajęli się sobą jakby Desire nie było. Wtedy poczuła lekkie ukłucie, tam, w środku, minimalnie obniżające stan jej nastroju, który pomimo wszystko w trakcie koncertu niezmiernie się poprawił. Przez chwilę zachciała aby to świństwo zaczęło już działać. Odeszła w głąb sali, przy okazji napotykając się na paru typów, którzy za wszelką cenę chcieli ją poznać. Swobodnie opadła na kanapę, ciesząc się z tego że żaden fotoreporter i nikt z tych regionów dzisiaj nie zawita.
*
Minuty mijały, muzyka rozbrzmiewała się po całym pomieszczeniu a wszyscy już szaleli. I w tej samej chwili otworzyły się drzwi gdzie weszło 6-ściu nowych imprezowiczów. A więc to tych szczyli zaprosił Chris - przemknęło jej z obawą przez głowę. Zespół Pan!k, zajęli wolny stolik w najlepsze się śmiejąc.
*
- Ej chłopaki, nasza raperka coś się nie bawi - rzucił Linke przyglądając się dziewczynie która łapczywie sączyła kieliszek szampana. - Może trzeba trochę ją rozweselić ?
Popatrzyli na siebie chytrze, jak gdyby coś kombinowali.
- Timo - zwrócił się David do rapera tak by tylko on jego słyszał - kojarzę, znamy ją. Ty nawet kiedyś od niej oberwałeś.
Chłopak popatrzył na niego tylko ze wzrokiem 'co ty kretynie wygadujesz', na co David przewrócił oczami - sięgnij pamięcią wstecz do swoich problemów szkolnych.
Faktycznie, znali się
Jedenastoletnia dziewczyna z wielkimi słuchawkami na szyi przemierzała właśnie korytarz szkolny, kiedy jego napadło stado wyrostków, poniżany i przyciskany do szafek szkolnych. Ona widząc do wszystko podeszła i najnormalniej w świecie, trzasnęła jednego otwartą szafką, uciekając ile sił w nogach. Pognali za nią z zamiarem 'zabicia tej małej szmaty' zostawiając go w spokoju i pozwalając na ucieczkę.
Innym razem chciał jej podziękować za 'uratowanie tyłka' ale ona uporczywie go unikała. W końcu gdy zdarzyła się taka sytuacja dziewczyna zareagowała całkiem inaczej niż się spodziewał. Dwunastoletni T:mo Sonnenschein dostał najnormalniej w świecie w twarz z groźbą aby się do niej nie zbliżał.
Dotrzymał obietnicy, on i David widywali ją jeszcze często na korytarzach szkolnych kiedy na długo potem zniknęła i śladu nie zostawiła. Wyrośli, zapomnieli o jakiejś dziewczynie i stali się sławni.
Ona również o tym pamiętała.
- Ciągniemy - powiedział Dj Jan wyrywając chłopaka z zapomnianych wspomnień na co ten podniósł oczy na Davida jak gdyby przypomniał sobie że dziś ma urodziny. Co ciągnęli ? zastanawiał się chłopak. Otóż podczas jego pobytu w czasach szkolnych chłopaki zadecydowali który pierwszy zagada dziewczynę i pomoże jej się upić, widząc jak dobrze jej to idzie. Słomki, które miały zadecydować o wyborze krążyły przez stół. Wypadło. Każdy przyglądał się Davidowi, który trzymał najkrótszą.
- No to idę - powiedział niepewnie, kierując się w stronę dziewczyny.
*
*Oczami Desire.*
Błogość. Cudowny stan który we mnie wstąpił nie dopuszczał złych nastrojów. Zwyczajnie patrzyłam na Chrisa i Natashę którzy prawie leżeli na sobie, objęci. Nic mnie nie ruszało, miałam dużo energii którą mogłam wykorzystać w tańcu, chęć do zabawy, szaleństwa. Zauważyłam jak w moją stronę kieruje się jeden chłopak tego zespołu którego byłam niegdyś fanką, ale wszystko z zbiegiem czasu uległo zmianie. David usiadł koło mnie, przez chwile mi się tępo przyglądając.
- .. co ? - zapytałam, śmiejąc się i wywołując skutek, że gitarzysta spojrzał na mnie jak na wariatkę.
*
- Nie radzi sobie, ciota - skwitował Linke obserwując całą sytuację. Tak, to prawda. Ktoś musi to zrobić aby nie zawalić planu. Idź, Idź Sonnenschein.
*
Podczas gdy David patrzył się jak na wariatkę, podszedł drugi chłopak w obszernych spodniach, trzymając dwa kieliszki szampana i dosiadł się po drugiej stronie.
- Matko, następny ? - popatrzyłam na chłopaka który podał mi kieliszek i stuknął swoim 'na zdrowie'. Przechyliłam już 4 dzisiaj kieliszek i widząc chłopaka przyglądającego się jak alkohol szybko ulatnia się z naczynia.
- Sonnenschein, co ty kombinujesz ? - zapytałam chłopaka, lekko wyginając wargi w cwaniacki uśmiech.
- Upijam cię - odrzekł po chwili namysłu, a w jego czekoladowych oczach rozbłysły chytre iskierki. Popatrzyłam zdziwiona po całej sali i z zaskoczeniem stwierdziłam że Davida już nie ma. Odwróciłam się z powrotem ku raperowi i na niebezpieczną odległość zbliżyłam się do niego. To był impuls, kompletnie nie kontrolowany. Niczego nie słuchałam, ale coś nakłaniało mnie do popełnienia tego czynu.
Ecstasy. Miałam się przecież dobrze bawić.
Językiem przejechałam po jego dolnej wardze, zbierając resztki alkoholu. Chwilę potem czułam już jak jego język rozchyla moje usta, łącząc nas w łapczywy pocałunek.
- Palant - wyrzuciłam, piorunując go bezczelnym wzrokiem. wypiłam ostatni łyk szampana po czym zostawiając chłopaka skierowałam się na parkiet, z potrzebą wyładowania nadmiaru kłębiącej się we mnie energii.
Powiem ci co z całą resztą
Napisz, podbij w klubie, zbij pionę
zrób to póki jesteś teraz poza domem
bo kiedy wrócisz siądziesz do klawiatury
będziesz życie poprawiał pisząc te bzdury.
Desire.
komentarze [0]1. Tutaj też wybucha 11 września. >> środa, 23 lipica 2008 00:18:49
lecimy z notkami pod rząd.
Godzina 23;31
Zimny i porywisty wiatr cisnął w jej twarz. Nos który niemiłosiernie szczypał i drgawki wywołane zimnem, nie zniechęciły do twardej jazdy, której nie chciała zaprzestać wywołanymi emocjami sprzed dwóch godzin. Z sekundy na sekundę, coraz bardziej ekstremalną jazdą na desce, błądziła ciemnymi, opustoszałymi ulicami, mijając raz po raz padające snopy światła latarni ulicznych, czując unoszącą się w powietrzu woń wilgoci i mrozu i czując ich ślad w płucach. Zatrzymała się gwałtownie, omal nie powodując wypadku, po czym ciężko opadła na najbliższą ławkę, cisnąc deską o ziemię. Schowała twarz w dłoniach i za chwilę pozwoliła napłynąć myślą, które wylewały się z nadmiaru.
Blond włosa raperka czuła, że jest o wiele lepiej, kiedy przebywa dni, noce i tygodnie w jakimś hotelu, zapominając całkowicie o domie rodzinnym, który spowodował brak tęsknoty za nim. Dosyć już awantur, ciągłych wrzasków i nieporozumienia. Rodziców, którzy po raz kolejny nie okazali jej wsparcia w jeszcze trudniejszych chwilach.
Wiedziała iż pomógł jej tylko On, brat Erick. Był bratem i przyjacielem, znał jej myśli i problemy. Najbliższy... Bo tych dwojga, w pewnym sensie zbliżyły do siebie swoje relacje z rodzicami. On odegrał też rolę rodzica, bo kiedy było ciężko, wspierał. Szczególnie wtedy kiedy realizowała swoje marzenia wśród nich jedno, największe, które wciąż trwa. Ale były tego też złe strony. Kiedy było zbyt dużo pracy, wielkie problemy i zaległości w szkole, kiedy była wykończona i wszystko co może wiązać się ze sławą, Erick był przy siostrze i pomagał jak mógł, stwierdzając fakt że jest młodszy.
Dziewczyna znów zapragnęła być teraz gdzieś w trasie, nagrywać, czy wciągnąć się w świat muzycznego biznesu byle nie wracać do domu i męczyć się z własną rodziną...
Poczuła wibracje w kieszeni spodni. Wiadomość.
Erick. ; `Lepiej już wracaj`
Leniwie podniosła się z ławki i nie zmieniając stanu kondycji weszła na deskorolkę. Wcale nie miała zamiaru tam wracać, nie, nie teraz kiedy jej emocje pod wpływem kolejnej kłótni mogłyby nie bezpiecznie eksplodować. W takich chwilach wolała być sama, samotnie przelewając wszystkie myśli.
Nie chcę tych bomb i życia w mieście we krwi
W cokolwiek wierzysz ziom ten świat się będzie kręcił
Spokój bywa zbawienny, choć nie wiem jak ty mieszkasz
To wiem, że też nas spotkać tu może 11 września
Z relacji wiem jak smakuje piekło, umysłowe kalectwo
Nie chcę się poddać tym konsekwencjom
Podjechała pod ten ogromny budynek, wyjęła klucze i otworzyła mosiężne, szklane drzwi, mogąc dostać się do środka. Chwytając deskorolkę do ręki skierowała się w korytarz prowadzący na schody. Wbiegła na piąte piętro prawie opustoszałego budynku i ponownie użyła kluczy dostając się do jeszcze jednego pokoju.
Sterylne, odizolowane od wszystkich krzyków i problemów, dla których wstęp był wzbroniony, jej studio. Studio w którym spędziła wiele dni, a czasem nocy. Trzaskając drzwiami i rzucając deskę w ciemność skierowała się na starą kanapkę, kładąc nogi na blat pełen przycisków i guziczków. Z całego pomieszczenia istniał pogląd przez okno, na świat zewnętrzny. Skierowała tam wzrok, na księżyc, który dzisiaj świecił w pełni, rzucając blade i wyblakłe promienie na znaczną część pokoju.
Jak wilk wyjący do pełni, uwielbiała go. Uwielbiałam błądzić po jego ciemnych kotarach i zastanawiać się czy czasem nie pochłonął by część smutków...
Po długotrwałym wpatrywaniu się w zimną skałę, która obniżyła trochę stan jej temperatury emocjonalnej, podniosła się i podeszła do małego stolika pełnego rozwalonych rzeczy. Spośród stosu 'śmieci' wygrzebała poniszczony notes. Notes, który bywał czasem pamiętnikiem, niezrozumiałym dla każdego a nawet czasem dla niej samej jeżeli nie zajrzało się do jej myśli. Był również notesem, w którym zapisywała zdania, będące godne do umieszczenia w późniejszych piosenkach.
Zabrała jeszcze puszkę pepsi coli i z powrotem opadła na tą samą sofkę. Mogła zapalić światło, ale z powodu lenistwa i lubości do takich atmosfer, kreśliła zdania w blasku księżyca.
Na oczach klapy, ropa bogatych, znika obraz i dźwięk
Wiesz nie potrzebna nam tu wojna o tlen
Wersy pisała wzięte ze swojego życia i wydarzeń, przekształcając je później w zwrotkach, umieszczając pewne przesłanie w tych hip hopowych pieśniach.
Jakbyś chciał to nie zniknę, powrócę jak koszmar
Niszcząc psychikę, mózg, uduszę jak CO2
Twoja natura jest podła i ja wiem to
Bo też bywam podła, kiedy się me wady uzewnętrznią
Mamy za duże tempo, nie sprostamy zakrętom
*
- Des, ty znowu tutaj ? - tym pytaniem obudził ją Chris, jej 25-letni manageer, który rano zawitał w studiu.
- Mhm..tak – przeciągnęła obolałe kości, a z podołku spadł jej zeszyt ukazując świeży, pisany utwór tej nocy. - która godzina do cholery.. - przewróciła się na klatkę piersiową nie przytomnie patrząc na chłopaka.
- 9.00 rano – podszedł, siadając na nią okrakiem i delikatnie masując ramiona.
Mruknęła tylko z rozkoszy i przewróciła się pod nim z powrotem na plecy. Na rękach podniosła się do pozycji siedzącej na co Chris musnąwszy jej szyję chciał więcej, ale ona z powodu braku chęci zepchnęła go lekko. Wstała, poprawiła swoja wielką koszulkę i przekręcone bagg jeansy.
- Jakie mamy najbliższe plany, po za moim jutrzejszym koncertem ?
- Zaraz po nim impreza dla vipóv, a za niedługo podam ci dokładną datę trasy – odrzekł mężczyzna i zasiadł przed laptopem.
Desire już miała się kierować po bluzę na co z powrotem opadła na kanapę.
- Nie wrócę tam – rzuciła na wspomnienie wczorajszego dnia.
- Weź raz przyhamuj. Zobacz co potem musisz znosić.. - pomyślała zaledwie 'jak łatwo jest mu mówić' po czym podjęła decyzję. Zabrała swoje rzeczy, notes z powrotem ukryła w małym bałaganie i skierowała się do drzwi. Nie było przecież innego wyboru. Na odchodne rzuciła tylko do Chrisa:
- Fuck'aj się słonko.
*
Dziewczyna przekręciła klucz i doznała obawy, przed kolejną kłótnią.
Zdjęła swoje buty a z salonu wyszła kobieta o długich, czarnych a zarazem pięknych włosach, piorunując ją pogardliwym spojrzeniem.
-Głupia dziewczyno masz pojęcie o której wracasz ?! - wrzasnęła tym swoim przenikliwym głosem.
- Tak, o 9.00 nad ranem - rzuciła deską o podłogę.- Po co ten cały cyrk? Nie udawaj troskliwej matki, bo daleko ci do tego. Nie masz powodów do zamartwień.
- Nieodpowiedzialna, nie wracasz na noc, tak mi się odwdzięczasz... - znienawidziłam tego głosu, który powodował dreszcze.
- To po co ty w ogóle masz dzieci ?! Nie mogłaś oddać nas wcześniej do jakiegoś sierocińca i oszczędzić cierpień sobie i nam?
- A ty jak śmiesz mówić tak do mnie niewdzięczna smarkulo – syknęła matka która była oblana czerwonym rumieńcem i kipiała ze złości.
- Śmiem. - odgryzła spokojnie i ponieważ dziś nie miała siły na kolejne kłótnie, wybiegłam do pokoju, nie reagując nawet na wołania rodzicielki, która obwieszczała, że jeszcze nie skończyła.
W pokoju siedział 16-letni chłopak o aksamitnych czarnych włosach ułożone w figlarną czuprynkę, i szklistym przeszywającym spojrzeniu, w którym lśniły dogłębnie czarne oczy gdzie źrenica niemal doszczędnie zlewała się z jej ciemną tęczówką. Urodę całkowicie odziedziczył po matce.
Okno było otwarte na oścież wpuszczając tym samym mnóstwo zimnego orzeźwienia. Popatrzyła na jasne niebo za oknem na którym chmury spowiły jego większa powierzchnię. Pogrążona w myślach błąkając się po niebie, dobiegły ją dźwięki swojej klasycznej gitary które przerwały ten nagły spokój i ciszę, wprowadzając blondynkę w kojący, melancholijny nastrój.
-Erick, jak ty tutaj wytrzymasz.
Desire.
komentarze [0]Prolog. >> środa, 23 lipica 2008 00:16:25
Z zajebistą przyjemnością dodaję prolog po raz... 4 ?
- Nienawidzę cię! Puść! - piętnastoletnia Desire krzyczała na ojca który trzymał ją za nadgarstki.
- Jak śmiesz, gówniaro - mężczyzna bezczelnie odepchnął ją od siebie, patrząc ze zgrozą w oczach.
- Idź już do niej. Nie cierpię was, chcę wrócić do Niemiec, sama! - bolesny krzyk nastolatki rozdarł się po całym domu docierając do każdego. Wybiegła do swojego pokoju gdzie siedział jej 13-letni brat z tępo wbitym wzrokiem w niebieską ścianę. Ciężko opadła na łóżko, przyciągając do siebie swoją gitarę i energicznie rzuciła telefonem który napatoczył jej się pod rękę, unicestwiając go na części. Oboje, Desire i brat nienawidzili rodziców którzy nigdy nie okazali im najmniejszego zainteresowania troski i miłości. Bo kochali tylko siebie, zajmowali się sobą, siebie tylko warci. Nie rozumieli ich problemów, nie pomogli szczególnie jej, która przez to wszystko miała bardzo buntownicze dorastanie.
2 lata później
Wysiadła z auta i zaciągnęła się Hamburskim powietrzem, wciągając tym samym wspomnienia z dzieciństwa, które tutaj zostawiła i na nowo odtworzyły się w jej pamięci. Dzieciństwo nie było wcale takie szczęśliwe ale z każdym rokiem było jej coraz trudniej, a wszystko miało związek z osobami które powinny jej być najbliższe.
Pomijając niektóre myśli stwierdziła że dobrze jest wrócić do kraju, do miasta w którym się urodziła, po 6-ściu latach spędzonych w Londynie. Lubiła tamto miejsce ale wolała być w Niemczech, na starych śmieciach gdyż nie przepadała za wielkimi zmianami.
- Desire, bierz torby - rzuciła krótko matka i skierowała się w stronę starego domu który pozostał odkupiony od poprzednich właścicieli.
Niedługo potem
Desire
Niesamowicie głośna fala pisku przelewała się przez niezliczony tłum. Stałam, ukryta w kapturze mojej bluzy oparta przy barierce, przy samej scenie a wokół gnietli się krzyczący fani, śpiewając i skacząc. Postanowiłam nie brać z nich przykładu, bo, po co. Stanowcza i ogłuszająco głośna muzyka docierała do moich uszu, robiąc mi z mózgu kompletny miks, jak Jan, który w tle nu metalowych rytmów miksował komputerowe dźwięki. Naokoło wyciągnięte ręce, porozrzucane prezenty na scenie a wśród nich osoby, które tą muzykę tworzyły. Śledziłam właśnie ich 'wybryki' począwszy od gitarzysty następnie leniwie ‘przenosząc się’ na rapera, który latał w tę i z powrotem, umiejętnie puszczając publiczność w maliny, kiedy mają zaśpiewać. Zamknęłam oczy po chwili znów je otworzyłam. Kucał blisko, rapował wprost do fanek obsadzonych w pierwszych rzędach, które były w stanie prześlizgiwać się przez barierki. Po chwili cisza, która oznajmiła, że drugi wokalista przejmie następne wersy piosenki.
- My też spotkamy się kiedyś pod sceną – powiedziałam do siebie będąc pewna swoich marzeń, które w końcu zaczynałam realizować.
6 miesięcy później
- Dawaj to, Chris! - rzuciłam się na młodego mężczyznę o brązowych włosach, który trzymał w ręce nową, lśniącą płytę.
- Poproś - wyszczerzył się Chris robiąc chytry uśmieszek. Spojrzałam tylko z pogardą, a kiedy to nie podziałało, wyskoczyłam zabierając mu krążek.
- A weź, jest twoja.
Trzymałam ją. Była jeszcze ciepła, a na niej znajdowały się utwory które uporczywie długo nagrywałam w owym studiu gdzie właśnie stałam. Jak zaślepiona blaskiem metalicznego krążka patrzyłam, i pozwalałam swoim myślom zaprzątnąć umysł. Już za niedługo... ta płyta zostanie sklonowana na setki takich egzemplarzy, i rozesłana po całym kraju a może i jeszcze dalej. Uśmiechnęłam się do siebie, moje marzenia się spełniały. Stawałam się coraz to sławniejszą raperką a moja muzyka ujrzała światło dzienne.
- Dzięki - musnęłam policzek chłopaka, wręczając swój pierwszy album po czym opadłam na duży fotel.
Pół roku później
godzina ; 1;53
Siedziała na łóżku, wyłożonym czarną pościelą, z mnóstwem poduszkami, nieprzytomnie patrząc w jedną z czterech ścian pomalowanych na dwa kolory, a na uszach miała ogromne, czarne słuchawki z których do jej umysłu napływała muzyka Eminema 'When I'm Gone'. Już stary jak i bardzo popularny hit, ale ona wciąż go uwielbiała, nie znudziłby się jej nawet gdyby słuchała 24h na dobę. Bo w tej piosence było coś, co do niej przemawiało, trafiało do serca a czasem sprawiało uśmiech, iż utwór ten mówił o córeczce, co prawda można zrozumieć to jako historię o tacie który wcale nie pamięta o własnym dziecku, ale zarówno pokazuje o tej wielkiej rodzicielskiej miłości, o tacie który kocha nad życie. Niestety, Desire nie miała chociażby takiego szczęścia, nie miała takiego taty, nie zaznała wcale tej miłości. Dlatego ilekroć słuchała tego utworu, chciała się poczuć kochaną córką, córką takiego Eminema, jej wymyślonym tatą...
Z powrotem zanurzyła się w stos podręczników, który leżał koło niej. Była już prawie 2.00 w nocy, powinna spać aby wyspać się do szkoły, ale ona wciąż się uczyła do zawalających ją testów i sprawdzianów, nie przerobione materiały dawały się we znaki. Skup się, powtarzała sobie przez cały czas, ale dla niej o tej porze było już to niemożliwe. Kilka razy czytała ten sam tekst, ale co z tego skoro i tak nic z tego nie wyciągała. Zatrzasnęła podręcznik od chemii stwierdzając, że to bezsensowne. Oczy były tak zmęczone że po prostu... zasnęła.
*
godzina 8;04
Cholera jasna – zaklęła patrząc na zegarek. Natychmiast zerwała się z łóżka i w biegu założyła świeżą szarą, wielką koszulkę z dużym mikrofonem na piersiach. Spodnie zostawiła jakie miała, założyła jeszcze buty i książki wrzuciła do starego plecaka. Od razu wybiegła z domu.
Mogła wziąć ze sobą deskorolkę. Ale obawiała się że wścibscy koledzy znów z powodu swej nienawiści będą chcieli ją połamać. Znowu się spóźni, rozmyślała biegnąc w stronę starego szarego budynku i chaotycznie poprawiając nie uczesaną fryzurę.
- Sorry za spóźnienie – rzuciła nie patrząc na nauczyciela, kiedy w końcu dotarła do szkoły. Zajęła swoją przedostatnią ławkę, przy tym ignorując przeszywające spojrzenia koleżanek.
- Widzę, że panna Neumann uznając swoją 'wybitność' myśli że może robić co chce – znowu aroganckie docinki od nauczycieli. Oni też zachowywali się jak jacyś puści nastolatkowie.
- Niech pan pojmie tak prostą rzecz, że ta 'wybitność' rozumu mnie nie pozbawiła. - miała już dość tych wszystkich uwag. Napotkała złośliwe spojrzenie faceta który kazał jej powstać. Wstała i słuchała.
- Po pierwsze, jeśli rozumu nie, to resztki szacunku jakiekolwiek miałaś, po drugie jak nie masz zamiaru się kształcić nie przychodź tutaj i nie rób wielkiego 'show' jak gdyby był to twój koncert, po trzecie nie kłoć się, bo skończy się to kolejną interwencjom dyrektora – powiedział mężczyzna z denerwującym uśmieszkiem.
- Aż mi się rzygać chce na pana widok, więc nie będę przychodzić na pana lekcje.
W tym momencie przed sobą w ławce usłyszała kpiący śmieszek jednej dziewczyny i ciche wyzwisko które jednak usłyszała cała klasa. 'Workowata szmata'. Desire nie wytrzymała, miała już dość. Chwyciła swój zeszyt w twardej okładce i przyłożyła z hukiem o głowę jej wroga, tym samym niszcząc idealnie natapirowaną, czarną czuprynę.
- Neumann! Wystarczy! Rodzice zaraz po szkole do dyrektora!
- Może już pan o tym zapomnieć ponieważ nie przyjdą...- spakowała swoje rzeczy i skierowała się do drzwi – tak jak ja już tutaj nigdy nie zawitam. Wale to! – i na pożegnanie pokazała wszystkim środkowy palec. Wybiegła na orzeźwiającą pogodę, ciesząc się tym że to już koniec. Rzuciła szkołę, jak to całe bagno, to był prawdziwy koniec, koniec ze złośliwością uczniów i nauczycieli. Rodzicom nie powie – kolejne kłótnie. Będzie chodzić wszędzie tylko nie do szkoły. I odtąd Desire prowadzi inny tryb życia. Czy lepszy?...
Desire.
komentarze [0]3początek+charakterystyka >> środa, 23 lipica 2008 00:12:58
witam wszystkich po raz
3. *macha*.
o, ironio ! wspaniale jest zakładać bloga 3, 4 raz. Raz problemy z szablonem, przerwy... tak, porzuciłam
Liebe-Wie-Heldin pierwotny adres, gdyż bezmyślnie zepsułam sobie bloga. Nie mogłam dodać żadnej notki. teraz, startuję z nową nazwą. I Get Lost. Tutaj przenoszę opowiadanie, mam nadzieję że w końcu uda mi się je prowadzić. I nie będę kryć mego ciśnienia.
Jedziemy z tym koksem od nowa. czeka mnie 5 odcinków do nadrobienia.
nowa, nieodkryta.
zapraszam na blog, z opowiadaniem, z którym sama autorka niesamowicie się zżyła i stała jego częścią. myślami ucieka do tej wymyślonej historii, tworząc i chcąc się podzielić. ;-d.
ah... kocham tą trzecioosobówkę.
historia z zespołem Pan!k. na wstępie chcę ostrzec aby nie nastawiać się tradycyjnie na słodkie love-story. mieszane z błotem, życiem i fantazją.
a teraz niesamowicie skrócona
charakterystyka.xd
* raperka, Desire Neumann [zdj. i opis patrz
TUTAJ]
* Erick Neumann [zdj. i opis patrz
TUTAJ]
* Chris Walcklawer. [opis, patrz
TUTAJ]
elo =*,
Desire.
komentarze [0]
*Lay&HTML by
Karolajna only for
i-get-lost.mylog.pl*